Komentując popularność arbitrażu w czasie konferencji poświęconej sądownictwu gospodarczemu prof. Balcerowicz stwierdził, że tak jak w przypadku wszystkich innych procesów gospodarczych, wybierając model rozstrzygania sporów przedsiębiorcy kierują się opłacalnością. Czy zatem arbitraż się im nie opłaca?

To bardzo ciekawy punkt widzenia, jednak jego właściwa ocena zależy od tego, jak zdefiniujemy pojęcie opłacalności. Na tej samej konferencji w Sądzie Najwyższym dowodziłam, że w przypadku najczęściej rozpoznawanych spraw, o wartości przedmiotu sporu od 0,5 do 5 mln zł, arbitraż w dwóch czołowych polskich sądach arbitrażowych okazuje się tańszy od sądu powszechnego, a różnica ta niekiedy dochodzi do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dodatkowo, obliczenia te nie uwzględniają kosztów apelacji oraz ukrytych kosztów związanych z blokadą kapitału i obsługą prawną sporu w sądzie powszechnym. Arbitraż z tymi kosztami doskonale sobie radzi - pierwsze niweluje szybkością postępowania, drugie możliwością uzyskania pełnego zwrotu kosztów udziału pełnomocników w sporze.

Zatem parafrazując przysłowie - jeżeli wiemy, że nie chodzi o pieniądze, to o co?

Przede wszystkim wyjaśnijmy jedno - arbitraż nad Wisłą nie ma się aż tak źle. Liczba spraw oddawanych pod rozstrzygnięcie arbitrom zbliża nas do innych kontynentalnych ośrodków, dzięki czemu możemy śmiało pretendować do miana lidera regionu. Ilość spraw zresztą systematycznie rośnie. Oczywiście jednak, konieczne jest dalsze budowanie świadomości proarbitrażowej wśród jego potencjalnych Klientów. Doskonale ukazuje to odbiór jednoinstancyjności arbitrażu. Klasycznie wydaje się ona bardzo cenną zaletą, jednak z moich rozmów z niektórymi przedsiębiorcami i prawnikami wewnętrznymi wynika, że jednoinstancyjność może być dla nich głównym hamulcem arbitrażu. Nie mają oni świadomości, że ilość instancji zależy jedynie od treści klauzuli arbitrażowej i takie klauzule spotykamy w praktyce. Odpowiadając na to zapotrzebowanie Sąd Arbitrażowy Lewiatan, opracowuje właśnie regulamin postępowania w drugiej instancji. Przeszkoda więc faktycznie nie istnieje.

Niezmiennie jednak podstawowym wyzwaniem dla popularyzacji arbitrażu w Polsce pozostaje, paradoksalnie, jedna z jego kluczowych zalet - możliwość wpływu na wybór arbitrów. Zamiast szansy na oddanie sporu pod rozstrzygnięcie wybitnym specjalistom z danej dziedziny i uzyskanie biznesowo sprawiedliwego rozstrzygnięcia, zbyt często w wyborze arbitrów widzi się zagrożenie wywierania przez strony wpływu na orzeczenie. Nam, Polakom, skojarzenia z „kolesiostwem" i „kombinowaniem" nasuwają się same. Rzeczywistość z kolei jest zupełnie inna - arbitrzy są tymi, którzy na niewłaściwym postępowaniu mają do stracenia najwięcej. Oczywiście muszą to być arbitrzy dobrze wybrani i cieszący się zaufaniem. A właśnie budowanie zaufania - do arbitrażu i do arbitrów - zabiera najwięcej czasu.

Arbitraż nie zastąpi więc szybko sądów gospodarczych?

Nie powinien! Te dwie instytucje nie konkurują ze sobą, ale się uzupełniają. Nie dla każdego kontraktu czy sporu arbitraż to dobre rozwiązanie. Kiedy spór sprowadza się do wydania nakazu zapłaty, na arbitraż zwyczajnie nie ma miejsca. Doświadczenie pokazuje jednak, że w przypadku kontraktów o wysokim stopniu specjalizacji czy sporów obejmujących rozbudowane postępowanie dowodowe okazuje się on korzystniejszy. Postawmy się na moment w sytuacji typowego sędziego gospodarczego - w każdej chwili ma on w swoim referacie do rozpoznania co najmniej kilkaset spraw, wszystkie one są pilne dla stron, a znaczna część wymaga - często dogłębnej - znajomości jakiejś gałęzi biznesu. Dodajmy do tego choćby ograniczoną możliwość wpływu na układ wokandy, zbędne i czasochłonne formalności oraz skostniały system pomiaru efektywności. Z drugiej strony arbiter jest ekspertem, praktykiem biznesu i rzadko kiedy prowadzi równolegle więcej niż kilka spraw, może więc poświęcić im maksimum uwagi. Nie trudno więc zrozumieć, dlaczego biznes, szczególnie duży, wybiera arbitraż.

I jest później zadowolony z tego wyboru?

Z reguły tak Oczywiście, nie każdy spór można rozstrzygnąć w kilka miesięcy - w arbitrażu także zdarzają się sprawy długotrwale. Nie każdą także można wygrać i to niezależnie od forum. Dla mnie wymiernym wskaźnikiem są opinie Klientów, którzy z arbitrażu korzystają często. Mam okazję obserwować podmioty, które zawierają klauzule arbitrażowe w umowach ramowych i mają okazję przetestować arbitraż większą ilość razy. Czasem wygrywają, innym razem przegrywają, ale zawsze cenią go sobie właśnie za szybkość i profesjonalizm. Ci z kolei, którzy pierwszy raz korzystają z arbitrażu, są z reguły pozytywnie zaskoczeni atmosferą w czasie posiedzeń i profesjonalizmem arbitrów.

A jak podchodzą do arbitrażu prawnicy?

Bardzo różnie. Musimy pamiętać, że wypracowany na salach sądowych arsenał „sztuczek procesowych" w arbitrażu kompletnie się nie przydaje, a od prawników wymaga się raczej doskonałej znajomości materiału dowodowego i podejścia biznesowego. Niestety nie każdy to potrafi. Nadal też znaczny odsetek spraw w arbitrażu to sprawy z elementem międzynarodowym, wymagające rozeznania w realiach co najmniej dwóch systemów prawnych i biznesowych. Co ciekawe, coraz więcej podmiotów do rozstrzygania spraw międzynarodowych wybiera właśnie polski arbitraż, ze względu na to że jest znacznie tańszy w porównaniu z Londynem, Paryżem czy Wiedniem, a arbitrów można wybrać tych samych. Tendencja ta bardzo dobrze świadczy o czołowych polskich sądach arbitrażowych.

Podsumujmy metaforą: gdyby miała Pani porównać arbitraż do marki samochodu, jaka byłaby to marka?

Myślę, że Mercedes - długa tradycja, wysoki standard, dobre osiągi, ale co najważniejsze - ciągle się rozwija i stale dąży do doskonałości.