Niedługo upłyną dwa lata od wejścia w życie ustawy refundacyjnej, która zrewolucjonizowała politykę lekową w Polsce. Obecnie istnieje już możliwość dokonania oceny, w jaki sposób regulacja sprawdziła się, a także podjęcia próby poprawy elementów, które nie zdały egzaminu. W ostatnim czasie Ministerstwo Zdrowia opublikowało projekt założeń, według których zostaną przygotowane propozycje zmian w ustawie refundacyjnej. Nie tylko przewiduje on jednak naprawę wadliwych rozwiązań, lecz także wprowadza nowe pomysły, które mogą być uznane za kontrowersyjne.

Na szczególną uwagę zasługują propozycje zmian dotyczących programów lekowych. 

Szczególne terapie

Zgodnie z ustawową definicją wspomniany, program obejmuje technologię lekową, w której substancja czynna nie jest składową kosztową innych świadczeń gwarantowanych. W uproszczeniu można więc powiedzieć, że dotyczy szczególnie skomplikowanych terapii. Obecnie minister zdrowia, wydając decyzję refundacyjną dla danego leku, określa w sposób precyzyjny, w jaki sposób będzie on stosowany. Wskazuje chorobę, kategorie pacjentów,którzy mogą być leczeni danym produktem (czyli kryteria włączenia), jak również jakie badania powinny zostać wykonane przed rozpoczęciem terapii i w jej trakcie. W opisie programu lekowego określa również, kiedy leczenie powinno zostać przerwane (kryteria wyłączenia). Powyższe szczegółowe zasady są ustalane, aby zapewnić maksymalne bezpieczeństwo pacjentom. 

Rola zespołu

Wśród zmian obecnie proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia znalazło się uprawnienie dla prezesa NFZ do powoływania zespołów kwalifikacyjnych. Mają one decydować o włączeniu pacjenta do programu lekowego lub wyłączeniu go z tego programu. Schemat działania sprowadza się w takim przypadku do wykonania przez lekarza prowadzącego wszystkich badań, stwierdzenia, że zastosowanie konkretnej terapii jest zasadne, oraz przekazania wniosku do zespołu, aby ten wyraził zgodę na zastosowanie leczenia. Takie rozwiązanie już teraz jest stosowane w niektórych programach lekowych. Nie jest jednak powszechne. Ministerstwo Zdrowia, przygotowując nowelizację, zamierza wprost usankcjonować funkcjonowanie zespołów oraz wprowadzić zasadę, że to one będą decydowały o leczeniu. Pojawia się wiele pytań dotyczących ich roli. Nie ulega wątpliwości, że wyłącznie lekarz prowadzący zna pacjenta, jego stan zdrowia oraz przebieg choroby. Trudne do zaakceptowania jest to, że o leczeniu ma decydować nawet najbardziej profesjonalne gremium, którego członkowie nigdy nie widzieli chorego. Podstawową zasadą jest bowiem orzekanie o stanie zdrowia pacjenta wyłącznie po jego osobistym zbadaniu.

Chory poczeka

Wątpliwości budzić może sytuacja, w której jest konieczne pilne zastosowania leczenia, zaś zebranie się zespołu nie jest w danej chwili możliwe. Czy pacjent powinien w takim przypadku uzbroić się w cierpliwość? Pojawia się również pytanie o odpowiedzialność związaną z brakiem zastosowania leczenia wskutek błędnej opinii zespołu kwalifikacyjnego lub też opóźnienia w wyrażeniu stanowiska. Nie wiadomo, czy będą ją ponosić osobiście członkowie zespołu, czy może NFZ.

Kluczową kwestią jest jednak to, że wskutek zmiany może dojść do swoistej dehumanizacji leczenia. To nie pacjent znajdzie się w centrum zainteresowania, lecz suche dane w systemie komputerowym zespołu kwalifikacyjnego. Dlatego być może należałoby rozważyć, aby zespoły, których wprowadzenie proponuje Ministerstwo Zdrowia, nie tyle dokonywały kwalifikacji do leczenia, ile wspomagały lekarzy prowadzących swoją fachową wiedzą, tj. aby stanowiły gremium wspierające, nie zaś ich zastępujące. Należy mieć nadzieję, że wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione w toku prac legislacyjnych.