fbpx

Sejm 30 listopada uchwalił ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi. Choć cel regulacji jest słuszny, budzi ona liczne kontrowersje.

Komentarz decydujemy się rozpocząć od myśli, która naszym zdaniem nie dość wybrzmiała w debacie nad projektem: ustawa dotyka serca obrotu cywilnoprawnego - umów w obrocie profesjonalnym. Nie działa tu forma pisemna ad probationem, nie ma systemowej ochrony słabszej strony. Są za to podwyższony rygor staranności i liberalna wykładnia oświadczeń woli. Biznes słusznie broni tych wartości i nie od dziś postuluje, aby ich ograniczenia były jak najbardziej precyzyjne.

Postulat ten słychać szczególnie wyraźnie w obszarze prawa konkurencji i ochrony konsumentów. Ze względu na ogromne ryzyko biznesowe, prezes UOKiK systematycznie proszony jest o wydanie wytycznych wskazujących, kiedy i jakie działania należy uznawać za naruszające zbiorowe interesy konsumentów, nieuczciwą praktykę rynkową, niedozwolone porozumienie czy nadużywanie pozycji dominującej.

Nieuczciwa przewaga - czyli jaka?

Do pojęć tych dołączy niebawem „nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej". Niestety, także w tym przypadku uwagę zwraca ogólność kluczowych definicji. Przewaga kontraktowa to sytuacja, w której dla słabszej strony stosunku („znaczne dysproporcje w potencjale ekonomicznym") nie istnieją („wystarczające i faktyczne") możliwości zawarcia umowy z innym podmiotem. Ustawodawca nie tłumaczy, jakie dysproporcje w potencjale ekonomicznym będą znaczne ani kiedy w realiach gospodarki wolnorynkowej brak jest wystarczających i faktycznych możliwości kontraktowania z konkurentem.

Co więcej, wykorzystanie tej trudno uchwytnej przewagi kontraktowej ustawodawca uznaje za nieuczciwe, jeżeli jest „sprzeczne z dobrymi obyczajami" oraz „zagraża lub narusza interes drugiej strony". Przepis zawiera co prawda przykłady niepożądanych praktyk, jednak definicja pozostaje niezwykle pojemna.

Ustawa pomija zresztą kluczową kwestię - stwierdzenie, czy oferta nabycia produktów po zbyt niskiej lub wysokiej cenie będzie mogła być uznana za nieuczciwe wykorzystanie przewagi. Wyliczenie zawarte w przepisie w tym zakresie milczy, chociaż jego zadaniem jest wskazanie sfer stosunku umownego szczególnie podatnych na nadużycia.

Brak precyzji w formułowaniu definicji pozostawia prezesowi UOKiK znaczne pole interpretacji. W zestawieniu z wysokimi karami oraz szerokimi uprawnieniami kontrolnymi rodzi to poważne ryzyko dla dużych dostawców i dystrybutorów. Niepewność prawa w tym aspekcie to najważniejszy zarzut, który stawiamy nowej ustawie.

Umowy pod lupą UOKiK

Co w praktyce oznacza nowa regulacja dla stron umów dystrybucji? Przede wszystkim konieczność zbadania, czy podmiot spełnia kryteria dla uznania go za posiadającego przewagę kontraktową (obrót indywidualny lub skonsolidowany powyżej 100 mln zł).

Jeżeli tak, ocenie pod względem uczciwości podlegać będą umowy nabycia produktów rolnych lub spożywczych, w których obrót z danym kontrahentem przekracza 50 tys. zł rocznie. Generalnie istotnym obszarem ryzyka są relacje długoterminowe, znacznie bezpieczniejsze będą natomiast dostawy w modelu net-net.

Należy pamiętać, że przedmiotem zainteresowania prezesa UOKiK mogą być wszystkie elementy umowy. Szczególnej analizie pod względem równowagi kontraktowej będą podlegać m.in. opłaty dodatkowe, rotacja należności czy uzgodnienia rabatowe.

Brak precyzji w formułowaniu definicji pozostawia prezesowi UOKiK znaczne pole interpretacji

Co znamienne, przepisy skonstruowano w sposób utrudniający silniejszej ze stron rozwiązanie umowy. Wypowiedzenie powinno być uzasadnione, co wymaga przynajmniej strategicznego przemyślenia i zaplanowania komunikacji między stronami.

Zasadność wypowiedzenia może być oceniana w relacji do możliwości zastosowania mniej dolegliwej sankcji (kara umowna, obniżenie ceny). Prezes UOKiK będzie mógł zatem dokonać oceny, czy np. niewielkie opóźnienie dostawy uzasadniało zerwanie umowy, czy jedynie naliczenie kary umownej. Będąca rynkowym standardem kumulacja uprawnień może w tym przypadku obrócić się przeciwko jej beneficjentowi.

Oceniając ten aspekt podkreślamy, że ingerencja organu administracji w wolność działania w przypadku niezgodnego z umową postępowania kontrahenta musi być ostrożna i wyważona. Przedsiębiorcy mają prawo wymagać od partnerów najwyższych standardów i decydować się na współpracę jedynie z tymi, którzy potrafią je zapewnić.

Nie tylko dla dużych

W dyskusji nad projektem pominięto, że zawarte w ustawie oceny praktyk największych graczy będą wykorzystywane także dla oceny relacji między mniejszymi kontrahentami. Siatka pojęciowa ustawy z pewnością będzie miała wpływ na rozumienie pojęcia czynu nieuczciwej konkurencji, którym dotychczas posługiwali się przedsiębiorcy w sporach dystrybucyjnych.

Oczywiście brak tu miejsca na ingerencję władczą prezesa UOKiK, czego domagała się część posłów w czasie prac nad ustawą. Niemniej praktyka decyzyjna urzędu z pewnością odbije się na orzecznictwie sądowym w sporach na mniejszą skalę. Ten aspekt oceniamy pozytywnie, ponieważ rodzi potencjał dla unormowania stosunków w łańcuchach dostaw na większą skalę, bez rozszerzania kompetencji UOKiK.

Prezes UOKiK podkreślał w niedawnej debacie na łamach DGP („Czy rządowi uda się ochronić drobnych polskich producentów", DCP z 30 listopada 2016 r.), że dramatyczne oceny skutków regulacji mogą okazać się przesadzone. Niestety, zależy to wyłącznie od profesjonalizmu i praktyki działania UOKiK-u. Choć bezsprzecznie jest to jeden z najsprawniejszych urzędów, pozostaje politycznym organem administracji rządowej. Dlatego ostrożność i obawy interesariuszy przed donosami i próbami obejścia regulacji są zrozumiałe.