fbpx

Prezentacja zamierzeń rządu dotyczących dalszych losów OFE wywołuje ze zrozumiałych powodów ożywioną dyskusję w mediach. Pierwsze wypowiedzi publicystyczne i analityczne komentują propozycje premiera Mateusza Morawieckiego z perspektywy: rynku kapitałowego, budżetu państwa, samych funduszy i zarządzających nimi. Niewiele jednak mówi się o perspektywie uczestników OFE. Ich emocjonalne wypowiedzi z łatwością znajdziemy za to w internecie. Ta perspektywa powinna być najważniejsza i stawiana na pierwszym miejscu.

W gorących komentarzach osoby partycypujące w OFE często wręcz wykrzykują, że przedstawione rozwiązanie jest ich okradaniem. Taka ocena powinna jednak chociaż w minimalnym stopniu mieć zaczepienie w rzeczywistości. Abstrahując od tego, czy propozycje rządu mogłyby być inne, korzystniejsze dla uczestników, dla całego rynku kapitałowego, w końcu dla całego systemu emerytalnego, zastanówmy się przez chwilę, czym obecnie są OFE i co propozycje zmian oznaczają dla ich uczestników.

Dzięki pseudoreformie OFE, przeprowadzonej w 2013 r., niestety przy pełnej akceptacji Trybunału Konstytucyjnego, nastąpiła zmiana postrzegania formuły prawnej opisującej własność środków zgromadzonych w funduszach emerytalnych. Wówczas część aktywów, które były własnością OFE (uczestnicy jako właściciele jednostek uczestnictwa funduszy mogli poczuwać się do bycia rzeczywistymi beneficjentami zgromadzonych w funduszach środków), na którą składały się obligacje Skarbu Państwa, została na mocy ustawy (ocenionej przez TK, który nie zakwestionował jej zgodności z konstytucją) przeniesiona do ZUS (a dokładniej do FUS) w zamian za enigmatyczną, gdyż niepopartą konkretnymi aktywami, obietnicę wypłaty w przyszłości emerytur o bliżej nieznanej hipotetycznej wartości.

Jednocześnie pozostałe zgromadzone w funduszach aktywa zostały uznane za „środki publiczne” niebędące własnością uczestników OFE. Tym samym w praktyce państwo może niemalże dowolnie nimi zadysponować, powołując się, że tym sposobem „zabezpiecza” przyszłe emerytury obywateli. Twierdzenie to jest w pewnym sensie poparte wprowadzonym „reformą” z 2013 r. zapisem ustawowym, który nakazuje transfer do ZUS (FUS) zgromadzonych w OFE aktywów na 10 lat przed przejściem uczestnika na emeryturę (to mechanizm suwaka). W rzeczywistości transferowane do ZUS pieniądze przeznaczane są od razu na wypłaty bieżących emerytur, a zatem nie mogą posłużyć jako zabezpieczenie przyszłych wypłat. Innymi słowy, każdy z uczestników OFE może spodziewać się, że otrzyma jakąś emeryturę w przyszłości, ale jej wypłata w ogóle, a w szczególności jej wysokość, jest ściśle uzależniona od przyszłej ogólnej sytuacji gospodarczej, w tym także sytuacji budżetu państwa. Na dzień dzisiejszy uczestnik nie jest właścicielem środków zgromadzonych w funduszu, dlatego niczym miecz Damoklesa wisi nad OFE niepewna sytuacja każdego z budżetów rocznych państwa.

Jeżeli zapowiedzi rządu zostaną zrealizowane dokładnie tak, jak zostało to przedstawione w propozycji premiera Morawieckiego, to w żaden sposób nie pogorszy się sytuacja uczestnika OFE. W zależności od wybranego przez niego wariantu postępowania jego sytuacja byłaby albo taka sama jak obecnie, albo stałaby się dużo lepsza. Nie można bowiem nikogo okraść z czegoś, czego ten ktoś nie posiada.

W przypadku wyboru wariantu przeniesienia aktywów z OFE do ZUS (FUS) uczestnik OFE pozostaje dokładnie w takiej samej sytuacji jak obecnie. Tyle że transfer środków z OFE nastąpi jednorazowo, bezpośrednio po decyzji uczestnika OFE podjętej po wprowadzeniu zapowiadanych zmian ustawowych, a nie jak stanowią obecne przepisy, na 10 lat przed domniemaną datą przejścia na emeryturę. Voilà, nie miałem niczego i dalej niczego nie mam, a emeryturę dostanę, jak moich potomków będzie na to stać. A jak już dostanę wypłatę, to zapłacę 18-proc. podatek dochodowy lub inny, który będzie obowiązywał w momencie wypłaty emerytury.

W przypadku wyboru przez uczestnika OFE wariantu transferu środków zgromadzonych w funduszu na indywidualne konta emerytalne (IKE) sytuacja diametralnie się zmieni. Stanę się bezsprzecznie właścicielem środków zapisanych na IKE i państwo nie będzie mogło mi ich tak po prostu zabrać. Co do istoty zapis na IKE ma zupełnie inny charakter własnościowy niż zapis w OFE. A zatem odmiennie od alternatywnego wyboru, nie miałem nic, a po zmianie prawa i mojej decyzji stanę się właścicielem środków dotychczas gromadzonych w OFE. Aby jednak nie było tak pięknie, proponuje się, aby transfer do IKE został opodatkowany (tak, wiem, to „opłata”, ale to tylko kwestia nomenklatury), w wyniku czego na IKE znajdzie się 85 proc. środków zgromadzonych w OFE. Osobiście nie będę się czuł bardzo poszkodowany z tego powodu, dopóki nie zostanie podważona przez inny niefrasobliwy skład Trybunału Konstytucyjnego zasada, że wypłata środków zgromadzonych na IKE nie podlega opodatkowaniu. Na dzień dzisiejszy przepis jest jednoznaczny, wypłata z IKE po przekroczeniu wieku emerytalnego nie jest opodatkowana podatkiem dochodowym. W takim bowiem razie zostanie zachowana porównywalność opodatkowania wypłat emerytalnych z ZUS i alternatywnych wypłat z prywatnych systemów oszczędności, w szczególności z IKE.

Czyż w takiej strukturze przepisów prawa racjonalny człowiek może nie wybrać IKE? Nie miał, a ma i dodatkowo pozostaje mu całkowita pewność, iż zgromadzone przez niego środki w części mu niewypłaconej w razie jego śmierci będą podlegały dziedziczeniu.

Docelowo nie wyobrażam sobie prawidłowo funkcjonującego systemu emerytalnego innego niż oparty na zgromadzonych przez jego uczestników indywidualnie oszczędnościach, wspieranego jakimś solidarystycznym systemem ubezpieczającym osoby, które z powodów losowych, zrozumiałych dla ogółu społeczeństwa, nie były w stanie zgromadzić oszczędności w wystarczającej wysokości. Wprowadzenie OFE rozpoczęło proces uświadamiania nam, że niemożliwe jest utrzymanie dotychczas funkcjonującego Bismarckowskiego systemu finansowania emerytur i konieczne jest przejście na system kapitałowy. Emerytury mogą i powinny być finansowane ze zgromadzonych wcześniej indywidualnych oszczędności. System OFE miał swoje wady, zawierał mniejsze i większe błędy, ale to nie powód do niszczenia zaufania obywateli do kapitałowego systemu emerytalnego. Obecnie trwa proces odbudowy systemu emerytur opartych na oszczędnościach obywateli, oszczędnościach zawsze do nich należących, choć finansowanych częściowo przez pracodawców. Nie łudźmy się, że w przyszłości nasze emerytury sfinansują nasze dzieci i wnuki. Jeżeli po raz drugi zaprzepaścimy szansę na zgromadzenie znaczącego kapitału, znaczących oszczędności, to trzeciej szansy mieć nie będziemy. Tego nie da się uczynić bez przekonania obywateli do korzyści płynących z kapitałowego systemu emerytalnego.

Nie opowiadajmy zatem, nawet potocznie, bajek, że transfer środków z OFE to kradzież. Teraz żaden z Polaków nie jest właścicielem aktywów, a wierzę, że w przyszłości w IKE będzie. Spróbujmy chociaż raz coś zbudować, a nie tylko niszczyć. Budowa kompleksowego systemu oszczędzania na emeryturę nie będzie trwała krócej niż czas aktywności pracowniczej jednego pokolenia i dlatego nie można podejmować koniunkturalnych decyzji i wywoływać tymczasowych emocji w społeczeństwie.