fbpx
Z Leszkiem Koziorowskim, wspólnikiem, radcą prawnym z Kancelarii GESSEL rozmawiał Janusz Miliszkiewicz

Ukazał się pierwszy numer „Rocznika Historii Papierów Wartościowych”. Został wydany przez Stowarzyszenie Kolekcjonerów Historycznych Papierów Wartościowych, którego jest pan prezesem.

W założeniu rocznik ma zawierać artykuły będące wynikiem badania historii gospodarczej Polski, historii emitentów papierów wartościowych i giełd. Nasze stowarzyszenie chce promować nie tylko kolekcjonerstwo dawnych papierów, ale także wiedzę na przykład na temat ich wartości estetycznej. Historia papierów jest niezwykle interesująca. Projektowali je wybitni artyści, m.in. Józef Mehoffer, Zofia Stryjeńska.

Na co warto zwrócić uwagę przy lekturze?

Rocznik liczy 110 stron. Polecam tekst Tomasza Staniszewskiego „Marywil – historia wykładana płytkami”. To artykuł monograficzny o firmie z Radomia. Pokazuje, jak funkcjonował kapitał belgijski w Polsce. To ciekawy przyczynek do dziejów gospodarczych Polski. Tekst powstał po przebadaniu m.in. archiwów belgijskich. Jest on zapowiedzią książki, która wkrótce się ukaże i mam nadzieję, będzie zaczątkiem biblioteki wydawanej przez nasze stowarzyszenie.

Polecam także artykuł prof. Leszka Kałkowskiego, który pisze o marketingu przedwojennych obligacji państwowych. To był inny świat. Obowiązywały wtedy inne zasady oferowania papierów wartościowych. Niektóre opisywane procedury byłyby dziś niezgodne z prawem.

Po raz pierwszy publikujemy w roczniku reprodukcję jednej z dwóch polskich akcji z XVIII wieku, które przetrwały do naszych czasów. To akcja manufaktury porcelany w Korcu. Nie była dotąd szerzej znana. Przechowywana jest w archiwum na Wawelu. Dotychczas znana była tylko jedna akcja z XVIII wieku – Kompanii Manufaktur Wełnianych.

Ile mogłaby kosztować akcja Korca, gdyby trafiła na rynek?

Zacytuję fragment wypowiedzi kolekcjonera Ryszarda Kowalczuka, inicjatora powołania naszego stowarzyszenia. W „Roczniku” drukujemy z nim wywiad, z którego pochodzi ten fragment: „Jak mnie ludzie na Kole pytają, ile to jest warte, to odpowiadam, że to jest nic nie warte. A później oni dotykają akcje np. Oryszewa i ja mówię cztery tysiące złotych... I co z tego, że to jest nic nie warte, ja tyle chcę!” Krótko mówiąc, niektóre papiery są tyle warte, ile ktoś gotów jest za nie w danej chwili zapłacić.

Akcje te są „nic nie warte”, jak mówi Ryszard Kowalczuk, dopóki nie znajdzie się amator, który położy na stole żądane 4 tys. zł. Nie znaczy to jednak, że ktoś inny jutro da tyle samo, czy choćby połowę tej kwoty. Dawne papiery mają wartość kolekcjonerską. Natomiast unikatowa akcja manufaktury porcelany w Korcu nie występuje w handlu. Miałaby cenę tzw. amatorską.

Ilu członków liczy stowarzyszenie?

W całej Polsce to prawie 70 osób.

Rozmawialiśmy ostatnio trzy lata temu. Od tamtego czasu liczba członków wzrosła o 17 osób.

W kraju jest zdecydowanie więcej kolekcjonerów. Na podstawie transakcji zawieranych w Internecie można szacować, że jest ich ok. 250-300. Przy czym niektórzy zbierają wszystko co związane z danym regionem, w tym przy okazji dawne papiery.

Kim z zawodu są członkowie stowarzyszenia?

Są to osoby o wyższych dochodach, często dyrektorzy finansowi, członkowie zarządów, osoby związane ze spółkami giełdowymi. Osoba, która pracuje w branży ubezpieczeniowej, zbiera dokumenty historyczne dotyczące tej branży. Jest też kilku przedsiębiorców.

Stowarzyszenie na swoich stronach WWW publikuje powszechnie dostępny cennik najczęściej występujących historycznych papierów. Cennik obejmuje ponad 300 sztuk. Jest aktualizowany, ale nie za często. Rynek jest na tyle płytki, że ceny zmieniają się rzadko. Cennik ma mniejsze znaczenie dla członków stowarzyszenia. Ma dawać podstawową orientację debiutantom na tym rynku.

Co można kupić za nie więcej niż np. 20 zł?

Polecam dużego formatu dekoracyjną akcję fabryki cukrowniczej w Chodorowie, czwartej co do wielkości na ziemiach polskich. Za kwotę do 20 zł kupimy akcje zarówno pierwszej, jak i drugiej emisji z 1925 i 1928 r. Obie są tanie, bo jest ich w obiegu bardzo dużo, ale są wyjątkowo dekoracyjne.

Co kupię do 100 zł?

W tym przedziale cenowym wybór jest ogromny. Musimy wiedzieć, czy papier ma mieć wartość przede wszystkim estetyczną, czy poznawczą? Może być tak, że grafika jest ładna, ale papier nie inspiruje do badań, lektur, dalszych poszukiwań.

Nie ma szansy na to, że będą odbywały się aukcje stacjonarne?

Na stronach stowarzyszenia umieściłem komentarz do ostatniej aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego, gdzie po raz kolejny sprzedawano historyczne papiery wartościowe. Cieszy fakt, że WCN na swoich aukcjach regularnie promuje papiery wartościowe. W katalogach jest ich po ok. 10-20. Nie ma tam popularnych akcji, są papiery co najmniej że średniej półki.

Niestety, widać dużą przypadkowość cen, co może zmylić zwłaszcza debiutantów. Na przykład cenę ponad 350 zł osiąga zarówno popularny papier, jak i akcja rzadka o istotnie wyższej jakości. Ja za pierwszą dałbym najwyżej ok. 200 zł, a za drugą bez wahania zapłaciłbym nawet 1,5 tys. zł.

Przypadkowość cen wynika nie tyle z braku katalogu-cennika, ile z niewiedzy kupujących i sprzedających, braku usystematyzowanej wiedzy na temat dawnych papierów wartościowych, zwłaszcza akcji. Owszem, w kolekcjonerstwie ceny mają charakter uznaniowy, nie powinny jednak zbyt odbiegać od realiów.

Czy dawne papiery mogą być formą inwestycji?

Zdecydowanie tak, ale trzeba mieć doświadczenie, duże rozeznanie w tej branży, świetnie znać tajemnice rynku. Nie jest to dobra inwestycja dla każdego. Zwrot z inwestycji na satysfakcjonującym poziomie może nastąpić po około 20 latach. Jeśli ktoś ma teraz 30 lat, nadwyżkę gotówki, świadomie kupuje te papiery, może cieszyć się nimi 20 lat, a gdy będzie na emeryturze, wtedy korzystnie je sprzeda.

Skąd przekonanie, że podrożeją?

Dawne papiery to zamknięty, ważny rozdział historii gospodarczej. Niektóre mają unikatową wartość poznawczą lub estetyczną i są rzadkie. Ich wartość będzie tylko rosła, bo pojawią się nowe badania, opracowania, albumy, wystawy. Liczba najrzadszych papierów się nie zwiększy.

A jeśli ktoś znajdzie na strychu walizkę z historycznymi walorami?

Na przykład akcja spółki Kraj w latach 90. warta była 400-500 zł, ponieważ uchodziła za unikat. Dziś kosztuje mniej niż 100 zł, bo ktoś znalazł walizkę tych akcji i popełnił błąd, bo wszystkie od razu wypuścił na rynek. Jednak tego rodzaju odkrycia mają charakter wyjątkowy. Statystycznie na każde 100 papierów mamy najwyżej jeden przypadek takiego odkrycia. Jeśli zatem kupiłem dziś 100 papierów ze średnią ceną 100 zł, to załamie się wartość jednego z nich, a na pozostałych zarobię.

Co pan kupił od czasu naszej ostatniej rozmowy?

Na aukcji internetowej Allegro kupiłem np. akcję Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Zapłaciłem kilka tysięcy, ale wydaje mi się, że to tanio.

Dlaczego akurat ten papier?

Wiedenka pełniła niezwykle ważną rolę w historii naszej gospodarki, w naszej kulturze. Jaka kolej była pierwsza na polskich ziemiach? Która spółka jako pierwsza została wrogo przejęta? Które akcje notowane były na giełdzie już w XIX wieku? Gdzie był zaangażowany Leopold Kronenberg? Gdzie kształciła się polska kadra inżynieryjna? Odpowiedzi na wszystkie te pytania znajdziemy w historii Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Dodatkowo jest ona bohaterką literatury i filmu. Za tym akcjami kryje się historia konkretnych ludzi.

Zbieram akcje dlatego, że wiąże się z nimi nasza tożsamość. Mam w zbiorze ok. 2 tys. papierów, ale każdy ważny papier dołożony do kolekcji mnie cieszy.