fbpx

Czym właściwie jest Kongres Kobiet?

Na początku naszej działalności byłyśmy postrzegane jako instytucja dość kontrowersyjna, wzbudzająca wiele emocji. Na szczęście teraz dostrzeżona została ważna rola społeczna, jaką odgrywamy. Przede wszystkim nie jesteśmy tylko inicjatywą formułującą pytania na potrzeby publicznych debat. Mamy też dużą siłę sprawczą. Aby nie szukać zbyt daleko: ustawa o parytetach narodziła się właśnie na Kongresie Kobiet.

W tym roku odbędzie się już piąty kongres. Poprzedni zorganizowałyśmy pod hasłem „Aktywność, przedsiębiorczość, niezależność”. Odnosiłyśmy się do kwestii związanych z przedsiębiorczością kobiet i ich aktywizacją w różnych obszarach zawodowych. Uczestniczyło w nim ponad 7,5 tysiąca osób! W tym roku hasłem jest „Partnerstwo, Solidarność, Różnorodność”, które nawiązuje między innymi do szeroko rozumianego, współczesnego patriotyzmu. Jeden z paneli nazwany został „Biznes partner kultury?” – właśnie dlatego że wspieranie kultury jest w dzisiejszych czasach przejawem patriotyzmu i obowiązkiem nie tylko instytucji państwowych, ale przede wszystkim prywatnych.

Co jeszcze interesuje was oprócz obecności biznesu we współtworzeniu kultury?

Kwestie równości, równorzędności, partnerstwa, problem przemocy w rodzinie, potrzeba solidarności społecznej, prawa osób po 50, roku życia. Jest wiele wątków, bo Kongres ma objąć wszystkie płaszczyzny życia społecznego, które są dla kobiet istotne.

Jest pani zaangażowana w sprawy prywatnego mecenatu nie tylko w strukturach Kongresu Kobiet.

Jestem prawnikiem, prowadzę kancelarię, ale równocześnie, od prawie 20 lat angażuję się w inicjatywy związane z kulturą. Fundacja GESSEL, którą stworzyliśmy dla Muzeum Narodowego w Warszawie ponad 15 lat temu, pomagała zbierać fundusze na zakupy do kolekcji. A warto wspomnieć, żeby były to czasy, gdy biznes nie był jeszcze specjalnie zainteresowany wspieraniem kultury. Nam udało się zebrać i przeznaczyć na ten cel ponad 400 tysięcy złotych. Dziś wartość dzieł, które znalazły się za naszą sprawą w zbiorach Muzeum Narodowego, przekracza znacznie milion złotych, więc nawet z punktu widzenia czysto biznesowego była to dobra inwestycja. Jesteśmy bardzo dumni, że siedem „naszych” prac znajduje się w tej chwili w stałej muzealnej Galerii Sztuki XX i XXI Wieku. Stworzyliśmy również program pomocy prawnej dla artystów, a w tym roku powołaliśmy do życia fundację dla Zachęty, która będzie zajmowała się budowaniem programu stypendialnego dla osób piszących o sztuce, dla młodych krytyków. Proponujemy im wsparcie, ich teksty muszą jednak nawiązywać do wydarzeń lub wystaw związanych z Zachętą. Program ruszy już w tym roku, w tej chwili jest na etapie konsultacji, przygotowania konkursu.

Czy wspieranie sztuki powinno być dla biznesu obowiązkiem, przedmiotem ambicji czy powodem do dumy?

Jestem jak najdalej od tego, aby mówić o tego rodzaju wsparciu w kategoriach obowiązku. Każdy ma swoje priorytety. Wydaje mi się, że w ostatnich latach wywierana jest spora presja na przedsiębiorstwa, aby myślały kategoriami społecznymi, żeby jakąś część swojego potencjału – i nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o możliwości organizacyjne – przeznaczać na tego typu cele. Jednak mówienie komuś, że ma tyle i tyle oddać na kulturę, mija się z celem. Bo wspieranie jej nie jest jednostronne, przedsiębiorca też powinien znaleźć w tym jakąś korzyść. Ta korzyść nie musi być wymierna. Miałam okazję rozmawiać z minister Małgorzatą Omilanowską, która powiedziała mi, że jest wielu biznesmenów, którzy finansują wykupy utraconych przez Polskę dzieł, znajdujących się za granicą, ale nie chcą, żeby nazwa ich firmy była wspominana. Robią to z wewnętrznej potrzeby, patriotycznego obowiązku, dumy narodowej. Ta duma jest słowem kluczowym, to warto podkreślić.

Może właśnie tak powinno się zachęcać przedsiębiorców do budowania kolekcji – nie tyle podkreślając, że będą posiadali piękne rzeczy, ile właśnie wskazując, że jest to pewien rodzaj patriotyzmu?

Oczywiście. Myślę też, że dla wielu przedsiębiorców ważne jest uznanie, wdzięczność za to, co robią. I wystarczy im, że minister kultury powie po prostu: „Dziękuję”.

A podchodząc do tego bardziej praktycznie i realistycznie, jakie korzyści może odnieść przedsiębiorca wspierający sztukę, kulturę?

Przede wszystkim – są to kwestie niewymierne. Zmienia się stosunek przedsiębiorców do sztuki. Pamiętam nasze początki, gdy młodziutki biznes w Polsce interesował się głównie twórczością przedwojenną. Wszystko to, co powstało przed 1939 rokiem było, dla niego bardzo atrakcyjne, a to, co stworzono po 1945, już zdecydowanie mniej. Obecna generacja biznesu, nowych przedsiębiorców, moich kolegów, myśli już zupełnie inaczej, ma inną wrażliwość. W tej chwili widzę dużo większe zainteresowanie sztuką współczesną.

Może dlatego że przedsiębiorcy zobaczyli, ile można na sztuce współczesnej zarobić?

Na pewno. Ale jest też inna kwestia. Gdy zobaczyłam pracę Pawła Althamera w londyńskim Tate, to poczułam dumę, że na stałej wystawie znajduje się dzieło naszego artysty. Wydaje mi się, że u innych działa to podobnie. Niestety w Polsce mamy coś takiego, że aby ktoś spodobał się w kraju, musi najpierw odnieść sukces za granicą. Sami zwykle nie potrafimy wykreować artystów. Nie umiemy przekonująco mówić o tym co polskie, że jest dobre. Dopiero później, bocznymi drzwiami to do nas dociera.

Jeżeli spojrzymy na publiczne zbiory amerykańskie, to w większości ich podstawą są prywatne kolekcje... 

Niestety u nas nie jest to jeszcze tak powszechne. Ja również kupuję obrazy, ale nie mogę siebie nazwać kolekcjonerem. To zakupy emocjonalne, bo lubię otaczać się pięknymi rzeczami, jednak nie są podstawą do budowy poważnego zbioru. Znam jednak kilka osób, które stworzyły już mocne kolekcje i można oczekiwać, że w przyszłości zasilą nimi przestrzeń publiczną.

A co możemy zrobić, nie mając wielkich środków finansowych?

Możemy wspierać kulturę, przeznaczając na nią na przykład 1% naszego podatku. I wiele osób tak robi, choć nie jest tu łatwo podjąć decyzję. Szczególnie jeśli alternatywą jest na przykład pomoc medyczna, wspieranie chorych dzieci. Coś potrzebnego od zaraz, doraźnego. Wsparcie kultury nie jest „na teraz”, to myślenie perspektywiczne, zabezpieczanie potrzeb przyszłych pokoleń.

Te doraźne cele są oczywiście ważne. Ale warto mieć świadomość, że kultura nie jest niepotrzebną fanaberią. 

To jest nasza tożsamość. Jeżeli krzyczymy, że my, Polacy, musimy zachować swoją odrębność, to kultura jest właśnie jednym z jej elementów. Tylko że ci, którzy krzyczą najgłośniej, krzyczą zupełnie o czymś innym. Szkoda.