Wchodzenie na parkiet poprzez fuzję z giełdową spółką to sposób tańszy i prostszy niż tradycyjny debiut . Obserwujemy go coraz częściej. Czy cena i czas to jedyne motywy wchodzenia na giełdę od kuchni? 

Spółka, która chce wejść na giełdę, ma sporo do zrobienia. Musi m.in. zatrudnić doradców, przygotować prospekt emisyjny, zorganizować kampanię promocyjną i załatwić wiele formalności. Jej prospekt musi zostać zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego. To oznacza koszty i przynajmniej kilka miesięcy wytężonej pracy. Istnieje jednak sposób, aby tego uniknąć i wejść na parkiet od kuchni. Mechanizm, który na to pozwala, nazywany jest odwrotnym przejęciem. Polega na tym, że firma, która chce wejść na giełdę kuchennymi drzwiami, wybiera sobie spółkę, przez którą formalnie zostanie przejęta (…) – pisze Parkiet.

Giełdowi analitycy twierdzą jednak, że wejście na giełdę na plecach innej spółki to bardzo praktyczne i łatwe rozwiązanie. Tradycyjna procedura wiąże się z wieloma wymogami formalnymi. Przede wszystkim pojawia się konieczność sporządzenia prospektu emisyjnego. To dokument, w którym trzeba dokładnie przedstawić sytuację finansową firmy oraz cele, na jakie przeznaczone zostaną pieniądze ze sprzedaży akcji. – Jeżeli porównamy spółkę, która wybrała tradycyjną ścieżkę, oraz wchodzącą na giełdę od kuchni, to nasuwa się oczywisty wniosek. Zakres informacji, które firmy muszą ujawnić w tych dwóch przypadkach, jest nieporównywalny. Jeden przykład: w prospekcie muszą być wymienione tzw. czynniki ryzyka. A one często zawierają bardzo ważne informacje dla inwestorów – mówi Leszek Koziorowski, wspólnik w Kancelarii GESSEL.

Podobnego zdania jest Łukasz Dajnowicz z Komisji Nadzoru Finansowego. – Oczywiście inwestorzy otrzymują najwięcej informacji w sytuacji, gdy spółka wchodzi na giełdę tradycyjnie. Taki sposób jest najbardziej przejrzysty i najlepiej postrzegany przez rynek – mówi. (…)

Czy bać się fuzji? 
Czy wejście na giełdę poprzez połączenie z firmą już notowaną oznacza, że na rynek trafiają akcje podmiotów, które mają coś do ukrycia i na zakupie których inwestorzy mogą stracić? – Jeżeli połączona działalność firm przynosi zyski i jest uzasadniona z ekonomicznego punktu widzenia, to jest to jak najbardziej pożądana sytuacja. Krytykowanie czy potępianie przedsiębiorstw, które w taki sposób weszły na giełdę, lecz nie naruszyły praw oraz interesów akcjonariuszy, byłoby sporym nadużyciem – ocenia mecenas Leszek Koziorowski (…)

Paweł Borys, Parkiet