Aby inwestor mógł dochodzić odpowiedzialności cywilnej od osób, które sprzedały mu akcje, muszą jednocześnie zachodzić trzy przesłanki: szkoda, niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie oraz występujący między tymi faktami związek przyczynowy. Chodzi o dowiedzenie przed sądem, że szkoda została spowodowana konkretnym działaniem. Przyjrzyjmy się temu konkretnemu przypadkowi. Jeżeli inwestor kupił po 13 zł akcje Solara podczas pierwszej oferty publicznej w kwietniu 2012 r. i sprzedał je wczoraj, kiedy kosztowały 6,5 zł, to faktycznie poniósł szkodę (stratę). Trzeba jednak jeszcze wskazać przyczynę, która wywołała szkodę. W tej sprawie należy wykazać, że zapisy przedstawione w prospekcie emisyjnym były nieprawdziwe lub niekompletne, a więc decyzja o zakupie akcji była oparta na nieprawdziwych informacjach.

Dopiero po tym, jak sąd uzna, że faktycznie dane przedstawione w prospekcie były nierzetelne, a inwestor sprzedał akcje ze stratą, możliwe będzie przyznanie odszkodowania w wysokości rzeczywistej szkody. Sporządzający prospekt być może będzie się starał udowodnić, że nie zawinił, ale jest to praktycznie niemożliwe.

Jeśli chodzi o odszkodowanie, to wprawdzie można się starać wykazać utracone korzyści, ale przekonanie sądu, że zamiast akcji Solara kupiłoby się papiery udziałowe innej spółki, której notowania wzrosły, jest czymś z gatunku science fiction.

Należy jednak podkreślić, że ewentualna decyzja sądu przyznająca odszkodowanie, np. funduszom inwestycyjnym i emerytalnym nie oznacza, że inni inwestorzy mogą się udać prosto do spółki po rekompensatę. Inwestorzy chcący uzyskać odszkodowanie muszą pójść do sądu i wygrać swoją sprawę. Również ewentualna kara przyznana spółce przez KNF nie oznacza, że straty inwestorów automatycznie zostaną zrekompensowane.