Jak zwykł mawiać Piotr Nowaczyk, prezes Sądu Arbitrażowego przy KIG, sąd arbitrażowy jest to sąd dla dżentelmenów, dla ludzi, którzy chcą rozstrzygnąć spór w konstruktywnej i przyjaznej atmosferze. Jeśli chodzi o przedmiot sporu, to np. roszczenia wynikające z kontraktów budowlanych czy transakcji M&A, czyli kontraktów skomplikowanych, najchętniej i niemal wyłącznie są rozpatrywane w sądzie arbitrażowym. I dobrze jest, jeśli sędzia rozstrzygający w danej sprawie ma doświadczenie i wiedzę z określonej dziedziny.

Postępowanie przed sądem arbitrażowym (zakładając postępowanie jednoinstancyjne) dla powoda często jest droższe niż przed sądem powszechnym. Co w takim razie zyskuje powód Jeśli odniesiemy się tylko do spraw gospodarczych – zyskuje bardzo wiele. Po pierwsze, profesjonalizm arbitrów w danej, konkretnej dziedzinie, ponieważ to strona wybiera arbitra i dzięki temu ma możliwość wybrania osoby, która się w danej dziedzinie specjalizuje.

Po drugie, elastyczność reguł. Przy postępowaniu w sądzie arbitrażowym nie ma między innymi prekluzji dowodowej. W ramach tej elastyczności, w pewnych, dosyć szerokich granicach, strony same mogą ustalać normy procesowe, np. gdzie się będzie toczyła sprawa, jakiego rodzaju dowody będą dopuszczane.

Po trzecie, proces przed sądem arbitrażowym może mieć charakter inkwizycyjny, w przeciwieństwie do kontradyktoryjności sądów powszechnych. W praktyce oznacza to, że sąd arbitrażowy może sam dochodzić prawdy materialnej. Nie można też zapominać, że proces przed sądem arbitrażowym jest chroniony pełną poufnością, tzn. że jeśli strony zechcą, to na sali nie zobaczą ani jednego dziennikarza.