fbpx

Proces w sprawie Amber Gold trwał mniej więcej trzy lata. Odczytywanie wyroku potrwa cztery miesiące. Czy sądownictwo w Polsce można traktować poważnie?

Sąd odczytujący wyrok przez cztery miesiące to parodia sądownictwa. Tylko patrzeć, gdy ktoś zorganizuje zakłady bukmacherskie o wysokość kary. Oczywiście to nie sędzia jest winny, że przepis został skonstruowany tak, iż wymaga od niego wykazania się zdolnością do długiego i głośnego czytania. Ktoś jednak ponosi odpowiedzialność, że przepisy procedury karnej dają asumpt do powszechnego zdumienia i kpinek. Organizacja sądownictwa nie ułatwia działalności ani sędziom, ani petentom, a i sami sędziowie niestety nie są doskonali.

Przez ostatnie 30 lat zapomnieliśmy o sądach, woleliśmy nic nie zmieniać w systemie sądownictwa. W tym samym czasie dokonywaliśmy jednak następujących po sobie rewolucji w systemie oświaty. Ze skutkiem równie przerażającym, jak w przypadku wymiaru sprawiedliwości. Rzecz nie jest ani w rewolucji, ani w zaniechaniu.

Edukacja czy sądownictwo nie dzieją się w oderwaniu od społeczeństwa, w oderwaniu od otaczającej je rzeczywistości. Jako konstytuujące normalnie funkcjonujące społeczeństwo bezwzględnie muszą dostrzegać zmiany w nim zachodzące, dostosowywać się do nich lub reagować, gdy zmiany te zagrażają jednostkom lub grupie. Rozwój, zgromadzony kapitał, postęp technologiczny, osiągnięcia naukowe, czyli normalny postęp cywilizacyjny, winny znajdować bieżące odniesienie zarówno w szkolnictwie, jak i w sądownictwie. Dla naszych obecnie 20-letnich potomków czytanie „Anielki czy nawet wierszy międzywojennych futurystów, jak również tłumaczenie na lekcji informatyki, jak działa Word albo Excel, nie było nawet nieporozumieniem. Pozostawało wyłącznie ośmieszeniem systemu edukacji. Mogę sobie tylko wyobrazić, z jakim zdumieniem zareagowaliby na wiadomość, iż w polskim sądzie rozprawa jest protokołowana, czyli że protokolant pod nadzorem sędziego tworzy w sposób swobodny pisemny wybór, a zdarza się, że nawet kompilację, wypowiedzi uczestników postępowania. To tylko dowolne przykłady ilustrujące oderwanie edukacji i sądownictwa od współczesnej rzeczywistości.

W gruncie rzeczy chodzi jednak o dużo trudniejszą i ważniejszą kwestię niż wyśmiewanie poszczególnych absurdów i śmiesznostek. Skonstruowaliśmy sobie całokształt regulacji związanej z wymiarem sprawiedliwości w taki sposób, gdyż państwo, czyli my sami, nie mieliśmy żadnego zaufania do sędziów i sądów. Jednocześnie też chyba nigdy sędziowie nie zdobyli sobie w społeczeństwie autorytetu. Nauczyciele przynajmniej kiedyś się nim cieszyli, ale pauperyzacja i nade wszystko brak należytej troski społeczeństwa o utrzymywanie prestiżu tego zawodu spowodowały, że autorytet upadł. Zaufanie zresztą też. Bez urazy, mówię o instytucjach, a nie poszczególnych osobach. Polska potrzebuje prawdziwej reformy i sądownictwa, i edukacji. Taką reformą nie są zmiany listy lektur, tworzenie szkół gimnazjalnych czy też ich likwidowanie, w końcu czystki kadrowe dla nich samych przeprowadzane. Nowych szkół i sądów nie można zacząć budować na gruzach, żadne społeczeństwo tego nie wytrzyma, chyba że założeniem jest cofnięcie cywilizacyjne Polski do początku lat 90. XX w.

Niszczyliśmy szkoły i sądy, chociażby przez zaniechanie, przez ich niezmienianie mimo zmieniającego się Prawdziwa reforma - i sądownictwa, i edukacji - będzie przebiegać latami, a najtrudniejsze będzie budowanie autorytetów i zaufania do struktur i ludzi świata. Instytucje te po prostu trwały przez ostatnie 30 lat i stały się żywą skamieliną. Reforma w tych przypadkach nie może polegać na jednorazowych zmianach instytucjonalnych czy personalnych.

Reforma sądów czy edukacji to proces tym dłuższy, im dłużej trwało ich niszczenie. A zniszczyliśmy, podgryzając od zewnątrz (społeczeństwo i rządzący) i od wewnątrz (sami sędziowie i nauczyciele) to, co najważniejsze: autorytet, na którym opiera się zaufanie do tych środowisk. Bez zaufania nic tam nie będzie działało. Istotą reformy w obu przypadkach musi być takie skonstruowanie systemu, aby jego organizacja i funkcjonowanie oraz dobór i weryfikacja kadr budowały w społeczeństwie w sposób ciągły silne przeświadczenie, że mamy w nauczycielach i sędziach kompetentnych i wartościowych ludzi, których rozważnie wypowiedziane stanowisko staje się w zakresie ich uprawnień „stanowiskiem Rzymu.

Musimy niestety zdać sobie sprawę, że prawdziwa reforma - i sądownictwa, i edukacji - będzie przebiegać latami. Najpierw należy określić jej cele, zbudować procedury i ramy organizacyjne, a równolegle kształcić osoby, które będą realizowały przyjęte założenia reformy. Najtrudniejsze będzie budowanie autorytetów i zaufania do struktur i ludzi. Taka budowa musi trwać dłużej niż trwała destrukcja. To trochę jak na moim ukochanym rynku kapitałowym. Bessa trwa relatywnie krótko i jest bardzo dynamiczna, kapitalizacja spółek potrafi zmniejszyć się błyskawicznie dwu- czy trzykrotnie. Giełdowa hossa odbudowuje straty dużo dłużej, a wzrosty siłą rzeczy postępują wolniej. Nie wiem, czy czeka nas 30-letni (oby nie!) proces odbudowy sądownictwa i edukacji, ale jeżeli nie rozpoczniemy go dziś, to nasi wnukowie będą mogli określać nasze pokolenie najgorszymi epitetami. Na pocieszenie pozostaje spostrzeżenie, że przynajmniej dotychczas w historii rynków kapitałowych hossa jednak przebijała w końcu dawne szczyty i wynosiła wyceny jeszcze wyżej.

Na końcu ciśnie mi się na usta pytanie, czy ktoś zdaje sobie sprawę, jak absurdalnie wysoki jest koszt czteromiesięcznego odczytywania wyroku? To wcale nie jest nawet w przybliżeniu wyłącznie równowartość pensji odczytującego wyrok sędziego. Musimy być naprawdę bogatym społeczeństwem, aby akceptować takie fanaberie. Może warto wprowadzić na listę chorób zawodowych sędziów schorzenia związane ze strunami głosowymi, tak jak jest już w przypadku nauczycieli?

Artykuł ukazał się w Dzienniku Gazecie Prawnej z dn. 4 czerwca 2019 roku.