Autor: Dorota Bryndal, radca prawny, wspólnik w Kancelarii GESSEL

Świat jest pełen pokus. Obracając się wśród wytworów materialnych łatwiej nam to sobie wyobrazić. Jabłko na straganie kuszące kolorem, po które tak łatwo sięgnąć bez ściągania wzroku sprzedawcy, czy też niewinny batonik na stacji benzynowej, który może zmienić właściciela bez potrzeby uiszczania zapłaty. Wydaje się to proste, choć jako odpowiedzialni członkowie społeczeństwa oczywiście opieramy się tym pokusom.

Przewrotnie, lecz nieco inne podejście bywa do twórczych osiągnięć innych osób. Zdarza się, iż ktoś podpisuje się pod zasłyszaną melodią jako jej autor prawie wierząc, iż wyszła ona spod jego pióra, czy też przypisuje sobie autorstwo łatwo wpadającego w ucho hasła reklamowego. Siłą sprawczą często bywa inspiracja. Inspiracja jest zdarzeniem neutralnym z punktu widzenia prawa autorskiego, i nikt nie powinien czynić zarzutu, iż dany utwór powstał na jej kanwie. W tym miejscu jednak właściwe będzie ostrzeżenie – jest to stąpanie po kruchym lodzie. Granice pomiędzy utworem oryginalnym, adaptacją utworu oryginalnego czy też w końcu utworem inspirowanym są trudne do zdefiniowania, każdy przypadek powinien więc być rozpatrywany oddzielnie. Zdarzają się przypadki jednoznaczne, rażące, które nie pozostawiają wątpliwości co do ich kwalifikacji prawnej. Warto w tym miejsc podać przykład z tzw. życia.

Kilka lat temu miała miejsce wielka kampania reklamowa jednej ze znanych sieci dostawców pizzy. Agencja odpowiedzialna za jej przygotowanie, działając na zlecenie klienta zasugerowała kampanię tematyczną, utrzymaną w klimatach socrealizmu. Pomysłowi można byłoby zarzucić brak świeżości. Temat zdawał się być zupełnie wyeksploatowany wśród odbiorców, którzy dopiero co odpoczywali po zalewie kalendarzy i różnego rodzaju gadżetów z tego okresu, lecz nie mi oceniać decyzję klienta. Moment na ocenę jednak nadszedł, a ocena ta uprawniona była z innych względów niż dyskusja nad gustami klienta. Elementem wiodącym kampanii była postać z jednego z bardziej rozpoznawalnych plakatów epoki socrealizmu tzw. Sternika. Któż z nas jej nie pamięta? Co prawda powstała w latach pięćdziesiątych XX wieku co dzisiaj wydaje się być zupełnie odległym momentem w czasie, lecz nie można pominąć faktu, iż prawo autorskie chroni utwór przez okres 70 lat od śmierci autora. Postać Sternika znalazła się na większości bilbordów, ulotek czy plakatów zachęcających do nabywania pizzy w atrakcyjnych cenach. Oferta kusiła podwójnymi porcjami pizzy za podstawową cenę, czyli dużo i tanio. Za stosunkowo małe pieniądze przygotowana została także kampania. Nikt bowiem w jej budżecie nie ujął kosztów nabycia praw autorskich, stanowiących zapłatę za wykorzystanie na potrzeby kampanii reklamowej sylwetki z plakatu. W tym przypadku nie było wątpliwości co do autorstwa plakatu, nie było też przeszkód aby ubiegać się o zgodę na opracowanie plakatu na potrzeby kampanii. Mając na uwadze, że nie wszystko jest na sprzedaż, na boku pozostawiam kwestię czy istniałaby by w ogóle wola aby postać Sternika identyfikowana była z siecią popularnego fast-foodu. Sprawa oparła się o sąd. Główną linią obrony było powoływanie się na inspiracje, co nie mogło się utrzymać wobec ewidentnego wykorzystania sylwetki Sternika. Szukając dalszych argumentów do obrony, powołano się także na cytat. Otwiera to jednak zupełnie nowy temat, lista mitów i półprawd z nim związanych może być tematem na następny felieton.