Dr Beata Gessel-Kalinowska vel Kalisz jest ekspertem w dziedzinie prawa arbitrażu, transakcji fuzji i przejęć oraz prawa handlowego. W wolnym czasie korzysta z uroków Podhala i wraz z mężem odkrywa historię Warszawy.

BWL: Mówi się „właściwy człowiek na właściwym miejscu". Dziś jest Pani ekspertem w dziedzinie arbitrażu, transakcji fuzji i przejęć oraz private equity/venture capital i prawa handlowego, członkiem Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego ICC. Prezesem, Honorowym Prezesem Sądu Arbitrażowego Lewiatan... można by długo wymieniać. Ja jednak chciałabym zapytać o to, co skłoniło Panią do wyboru zawodu prawnika.

BGK: Zawsze chciałam być prawnikiem, choć jako mała dziewczynka nie do końca jeszcze wiedziałam, na czym zawód ten polega. Zdecydowałam się na studia prawnicze - logika prawnicza i studia cywilistyczne na niej oparte fascynowały mnie. Skończyłam je w 1989 roku, co oznacza, że rzuciłam się w wir nowego ładu gospodarczego, który był połączeniem istniejącego prawa, nowych ustaw i reaktywowanych norm przedwojennych. Zajmowałam się fuzjami, przejęciami i budowałam własną kancelarię. Trochę zwolniłam, gdy założyłam rodzinę. W pracy doktorskiej, którą obroniłam w 2009 roku, podsumowałam naukowo moje doświadczenia z poprzedniej dekady. Przez sześć lat byłam prezesem Sądu Arbitrażowego Lewiatan, równolegle pracowałam w kancelarii. Po dwudziestu trzech latach na stanowisku partnera zarządzającego przyszedł czas na zmiany - przeszłam na stanowisko starszego wspólnika, przekazując zarządzanie młodszemu koledze. Poświęcam się teraz arbitrażowi, prowadziłam badania naukowe w Oxfordzie i Cambridge, wydałam książkę w Londynie.

BWL: Nie tylko wokół sali sądowej kręci się Pani życie zawodowe. Jest Pani również wykładowcą uniwersyteckim. Jak zapowiadają się przyszli prawnicy?

BGK: Bardzo odpowiada mi płodozmian. Zajmowanie się arbitrażem, pracą naukową, bycie wykładowcą to jest to, co mi się podoba.

Wykładając, zauważyłam wśród studentów dość niecodzienną sytuację. Wszyscy, ucząc się, pracują w kancelariach. Dla mnie, jako wykładowcy, nie jest to komfortowa sytuacja i przypuszczam, że i dla studentów też nie do końca jest wygodna. Jestem jednak pełna dobrych myśli, bo są otwarci, kreatywni i pełni zaangażowania. Prowadzę zajęcia Legal English, gdzie przerabiamy teksty filozofów, analizujemy powieści kryminalne, życie kancelarii, prowadzimy debaty. To duże wyzwanie, ale sądząc po reakcjach moich studentów, dobrze przyjęte. Od kiedy pamiętam, trwa dyskusja nad modelem nauczania prawa na uniwersytecie, tj. czy studia powinny być bardziej praktyczne czy teoretyczne. W tej chwili mam wrażenie, że w hierarchii ważności na pierwszym miejscu jest praca zawodowa. Czy to dobrze? Chyba jednak za wcześnie. Studia powinny być bardziej teoretyczne, mają zapoznać studenta z logiką systemu prawa, zasadami formułowania argumentów, umiejętnością prowadzenia dyskursu. Potem dopiero jest czas na aplikację i praktyczną naukę zawodu.

BWL: Pomaga Pani mężowi Grzegorzowi Kalinowskiemu w tym, co chyba pochłania go najbardziej? Skupił się on bowiem na działalności pisarskiej.

BGK: Mogłabym się nazwać muzą? Grzegorz jest niesamowicie aktywny, a wiele z jego działalności - sportowej, historycznej, rockandrollowej - pochłania i mnie. Pisanie to cały on. A ja uczestniczę w tej pasji. Zna Pani kryminał rockandrollowy „Załoga"? Uwielbiam też jego kryminały warszawskie, w których wyczarowuje niesamowite historyczne klimaty. Obydwoje jesteśmy warszawiakami od wielu pokoleń, a ja wciąż odkrywam dzięki niemu tajemnice tego miasta. Czytając rękopisy, wyrażam swoje zdanie i nasze dyskusje są żarliwe. Przyznam, że mąż jest dość uparty....

BWL: Wolny czas spędzacie Państwo na Podhalu. Tam można odetchnąć od codzienności?

BGK: Zdecydowanie tak. Teraz, gdy mamy nieco więcej wolnego czasu, mniej zobowiązań związanych z rodziną (synowie poszli na studia) oraz możliwość wykonywania pracy zdalnie, korzystamy z uroków Podhala. Tu się poznaliśmy i kocham to miejsce. Niektórzy uważają nawet, że jestem góralką - ponoć mam tak samo uparty charakter.

BWL: Jest jeszcze jedna wielka pasja - sztuka współczesna. Czym zajmuje się Pani fundacja?

BGK: Powstały dwie fundacje. Pierwsza z nich miała za zadanie stworzenie kolekcji XX/XXI wieku dla Muzeum Narodowego. Część z dzieł jest w ekspozycji stałej. Druga fundacja współpracuje z warszawską Zachętą i wspiera młodych teoretyków sztuki - wybitnych studentów historii sztuki i doktorantów. Są to nagrody za wybitną pracę magisterską i stypendia dla doktorantów, których prace są zaawansowane na tyle, że mogą być przedmiotem oceny komisji konkursowej, a przyznane stypendium da autorowi komfort i możliwość ukończenia pracy w ciągu roku.

 

Tekst ukazał się w dwumiesięczniku Businesswoman & Life (listopad 2020).