Głęboko refleksyjne nastroje opanowały branżę private equity. I to nie tylko w Polsce, ale i w całym naszym regionie. Jak w każdej dziedzinie gospodarki, działalność uczestników tego rynku sprowadza się obecnie w dużej części do opiniowania, przewidywania, prognozowania.

I tak na ostatnim forum branży (CEE Private Equity Forum w Wiedniu) wieściło się powrót do korzeni. Oznacza to między innymi, iż rozmiar funduszy w przyszłości będzie mniejszy, podobnie jak rozmiar pojedynczych transakcji. Cóż, niewątpliwie wymusza to mniejsza dostępność finansowania lewarowanego. Tu pozytywnie odcina się od reszty banków BRE, który jako jeden z nielicznych stwierdził, iż dysponuje środkami na udzielanie kredytów i będzie je przyznawał.

Jeśli chodzi o typ inwestycji, należy się spodziewać rosnącej roli kapitału expansion kosztem tzw. buy-outów. Wzrost wartości inwestycji ma wynikać przede wszystkim ze wzrostu organicznego spółki, a nie wykorzystania zaawansowanych narzędzi inżynierii finansowej. Oczekuje się, iż w nieodległej przyszłości nastąpi fala przejęć na rynku nieruchomości, wzrośnie też liczba transakcji typu restrukturyzacyjnego.

Obecnie w branży private equity dzieje się niewiele. Wśród niemal 200 uczestników wiedeńskiego forum na pytanie, ile osób zamknęło transakcje w ostatnim kwartale lub zamierza zamknąć w najbliższym, podniosło się jedynie kilka rąk. Zabrakło wśród nich zgłoszenia funduszu ARX, który był nieobecny, ale jako jedyny w Polsce zamknął w tym kwartale transakcję akwizycyjną w Kakadu sp. z. o.o. Jednak pomimo pewnych sceptycznych głosów należy zauważyć ujawniający się, choć jeszcze umiarkowany, optymizm.

W opinii funduszy private equity Polska wypada na mapie inwestycyjnej lepiej od innych krajów naszego regionu. Podobnie mówi się jedynie o Czechach, Słowacji i Słowenii. Duża w tym rola warszawskiej giełdy, której płynność jest wyraźnie doceniana, chociaż to giełda wiedeńska prowadzi intensywną promocję, przedstawiając się jako „wrota do środkowej i wschodniej Europy”.