fbpx

(…) 
Hobby bardzo młode 
O ile monety zaczęto kolekcjonować jeszcze w XVIII w., ruch kolekcjonerski papierów wartościowych zaczął się na świecie w latach 60. ubiegłego stulecia, a w Polsce później. Leszek Koziorowski, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Gessel, jest kolekcjonerem od piętnastu lat. – Gdy zaczynałem, poważnych kolekcjonerów można było policzyć na palcach obu rąk. W Polsce zbieranie papierów wartościowych zaczęło się na początku lat 70., ale rzeczywiste zainteresowanie nimi wykazywało wtedy kilka osób. W epoce tzw. wczesnego Gierka, głębokiego komunizmu, zajmowanie się papierami wartościowymi mogło się źle kojarzyć – opowiada mecenas Koziorowski.

Stare akcje czy obligacje pojawiały się na giełdach, jak np. na warszawskim Kole, ale nabywców znajdowały rzadko. Papiery te były traktowane jak rzecz niemal bez wartości. Dziś można rzec, że były to wymarzone okazje do kupna. Prawdziwe zainteresowanie starymi papierami wartościowymi zaczęło się w latach 90. Wtedy też do ciągle nielicznego grona kolekcjonerów dołączył Leszek Koziorowski (…)

Powiew historii 
(…) Kolekcjonerzy zazwyczaj specjalizują się, zbierają na przykład tylko akcje lub ich rodzaje albo tylko obligacje. Leszek Koziorowski kolekcjonuje przedwojenne akcje polskich firm. Hobby nie ogranicza się do zdobywania kolejnych papierów, ale polega w równym stopniu na zainteresowaniu historią spółek emitujących papiery, badaniem, co się stało z ich akcjami itp.

Szanse na stratę są niewielkie 
W przeciwieństwie do akcji współczesnych firm notowanych na giełdzie, na kupowanych starych akcjach raczej nie można stracić. Na tym rynku nie ma mowy o okresach bessy czy hossy – wartość akcji powoli, ale cały czas rośnie. Leszek Koziorowski wskazuje jednak, że od tej reguły zdarzają się wyjątki, czasami wycena jakiegoś papieru nagle załamywała się. – Tak było na przykład z akcjami spółki Fabryki Maszyn Rolniczych Kraj z Kutna. To był bardzo rzadki papier z ładną grafiką. W latach 90. był wyceniany na około 300 zł. To była wtedy jedna z najdroższych akcji. Ale pod koniec lat 90. ktoś znalazł, może na jakimś strychu, całą paczkę akcji tej firmy. Rynek został nimi zasypany – tłumaczy mecenas. W efekcie papiery można było kupić nawet po 15-20 zł. Teraz są trochę droższe, ale do 300 zł jeszcze im daleko.

Zdaniem Leszka Koziorowskiego do 1939 r. wydrukowano w Polsce 20-30 tys. różnych rodzajów akcji, czyli np. różnych emisji, o różnych nominałach. Pozornie może się wydawać, że to dużo. Trzeba jednak pamiętać, że np. na terenie Warszawy obowiązywały trzy systemy walutowe: najpierw rosyjski z rublami, potem – po odzyskaniu niepodległości – polski z markami polskimi, a po reformie Grabskiego – ze złotymi (…) W miejsce starych akcji trzeba było drukować nowe. Z kolei w zaborze pruskim akcje były początkowo nominowane w talarach, a po reformie Bismarcka i zjednoczeniu Niemiec w markach, potem zaś w złotych.

Ile starych akcji polskich znają kolekcjonerzy? Niewiele. – Około 4 tys. – ocenia Leszek Koziorowski. To oznacza, że do „odkrycia” zostało co najmniej 16 tys. – Dla kolekcjonerów to olbrzymie pole do poszukiwań. Jednak znaczna część akcji, 5-7 tys., leży w NBP. To papiery wyjęte z depozytów banków znacjonalizowanych po II wojnie. Na żądanie Najwyższej Izby Kontroli zostały skatalogowane – opowiada wspólnik kancelarii Gessel. NBP na razie nie zamierza ich udostępnić ani podzielić się wiedzą o swoich zasobach. Znaczna część akcji została zniszczona podczas licznych zamian np. akcji rublowych na markowe i markowych na złotowe. Część została prawdopodobnie bezpowrotnie zniszczona w czasie wojny.

Nie ma katalogów 
Z powodu braku jakichkolwiek katalogów kolekcjonowanie akcji to zupełnie inna dziedzina niż np. zbieranie monet, znaczków, grafik czy obrazów. – Poruszanie się po nieodkrytych obszarach jest fascynujące. To terrra incognita. Kiedy słyszę, że ktoś ma do sprzedania np. akcje Towarzystwa Akcyjnego Mazut, to wiem, że taka akcja nigdy się nie pojawiła w obrocie kolekcjonerskim. Nie wiem więc, jak wygląda, ale mogę dotrzeć do informacji, że taka spółka istniała, a więc prawdopodobnie istniały jej akcje – mówi Koziorowski (…)

Trzeba śledzić giełdy 
Dawniej jedynym źródłem pozyskiwania akcji do kolekcji była na przykład giełda na Kole albo inne podobne miejsca w Polsce. Dziś ich znaczenie nie jest już tak duże, choć giełdy w Warszawie, Bytomiu czy Wrocławiu ciągle cieszą się popularnością. Warto też odwiedzić Jarmark w Poznaniu czy Jarmark Dominikański w Gdańsku. Jako dobre źródło starych papierów wartościowych, zwłaszcza dla początkujących kolekcjonerów, Leszek Koziorowski wskazuje Allegro.pl (…) Dodaje, że na giełdach internetowych pojawiają się też papiery rzadkie, wręcz perełki, ale tego nie zauważy ktoś, kto zaczyna swoją przygodę ze starymi papierami wartościowymi. Może się najwyżej zorientować, gdy zobaczy, jaką cenę osiąga papier w licytacji.

Innym źródłem mogą być aukcje w Niemczech i Belgii, gdzie pod młotek regularnie trafiają akcje polskie. Ich wyceny są tam jednak bardzo wysokie. Ceny podbili Rosjanie, którzy są zainteresowani polskimi papierami emitowanymi w XIX w. i nominowanymi w rublach. Nie bez znaczenia są też poszukiwania w antykwariatach.

Do kolekcji 
Zauważony przez Leszka Koziorowskiego oficjalny rekord akcji kupionej przez kolekcjonera w licytacji wynosi 15 tys. zł. Chodzi o akcję Resursy Kupieckiej z pierwszej polowy XIX w. Resursa była spółką działająca na wzór izby gospodarczej, ale angażowała się w działalność dobroczynną. Emisja akcji miała umożliwić uzyskanie funduszy na zakup siedziby. – Sprzedana na aukcji akcja jest jedynym znanym egzemplarzem. To dobrze, że papier przetrwał, bo statut spółki zakładał, że akcje będą co roku umarzane – cieszy się Leszek Koziorowski. Według niego najwięcej wartą krajową akcją jest jednak akcja Towarzystwa Manufaktur Wełnianych. To pierwsza polska akcja. Wyemitowano ją za króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który pragnął rozwoju gospodarczego Polski i wspierał powstawanie spółek.

Fałszerze nie zarobią 
Kupując akcje można być spokojnym, że nie zostanie się oszukanym przez fałszerza. Oszustwa się zdarzają, ale raczej tylko w opisach papierów kupowanych na przykład na giełdach internetowych. – Zainteresowanie starymi akcjami jest zbyt małe, a ich ceny zbyt niskie, by fałszerstwo się opłacało. Dobre fałszerstwo kosztowałoby jeszcze więcej, więc byłoby tym bardziej nieracjonalne – uważa Leszek Koziorowski.

Zwraca uwagę, że stare akcje to nie tylko papiery, historia spółek, dokumentów, ale też interesujące grafiki. Często mogą stanowić wartość samą w sobie. Na przykład niewiele znacząca spółka Merkury wyemitowała akcję, którą zaprojektował znany międzywojenny malarz, twórca szkoły lwowskiej, Stanisław Batowski-Kaczor. Akcje projektowali też m.in. Stanisław Ostoja-Chrostowski, Józef Mehoffer, Zofia Stryjeńska.

Marcin Musiał, Kancelaria