fbpx

W kwietniu Warszawa gościła doroczną konferencję Chartered Institute of Arbitrators, międzynarodowej organizacji arbitrażowej z siedzibą w Londynie. Jedna z debat poświęcona była zmianom modelu skargi o uchylenie wyroku sądu polubownego w krajach europejskich. Szybka sonda przeprowadzona w kuluarach wykazała, iż spośród 14 krajów europejskich, których reprezentanci gościli na konferencji, jedynie Polska, Grecja i będąca w procesie odchodzenia od tego systemu Holandia posiadają archaiczny model skargowy, obejmujący trzy etapy postępowania sądowego: sąd I instancji, sad II instancji, a na koniec jeszcze Sąd Najwyższy. W pozostałych krajach system obejmuje jeden, najwyżej dwa poziomy postępowania. Niedawno w Austrii i Belgii padły kolejne w Europie bastiony trzypoziomowej skargi. Postulat, aby spłaszczyć model skargi, był zgłaszany w Polsce wielekroć. Nie spotkał się jednak z przychylnym odbiorem ośrodków decyzyjnych.

Wśród argumentów zgłaszanych przez przeciwników uproszczenia postępowania skargowego wybija się kwestia braku zgodności z konstytucją, która gwarantuje obywatelom i przedsiębiorcom prawo do sądu obejmujące dwie instancje sądowe, zapominając przy tym, iż z drugiej strony ustawodawca zrównał ostateczny wyrok sądu arbitrażowego zaopatrzony w klauzulę wykonalności z prawomocnym wyrokiem sądu państwowego. Logiczne więc wydawałoby się, iż jedynym środkiem prowadzącym do wzruszenia wyroku arbitrażowego powinna być kasacja (tak jak w modelu szwajcarskim lub austriackim). Nie mniej istotne są argumenty natury etycznej związanej z silną potrzebą kontroli wyroków arbitrażowych, które wychodzą z założenia, iż przedsiębiorcy nie są na tyle dojrzali, aby samodzielnie zawierać umowy o arbitraż, i należy ich chronić po trzykroć przed ich negatywnymi skutkami. To trochę tak, jakby ustawodawca stwierdził, iż ze względu na skomplikowanie systemu podatkowego należy chronić przedsiębiorcę przed niekorzystnym naliczeniem sobie podatku.

Ogólna tendencja w krajach europejskich do spłaszczenia modelu skargowego jest podyktowana proarbitrażowym nastawieniem państw. Chodzi o to, aby postępowanie postarbitrażowe nie trwało dłużej niż sam arbitraż. Państwa chcą także sprostać konkurencji na tym obszarze. Im bardziej bowiem proarbitrażowe jest ustawodawstwo danego kraju, tym więcej arbitraży się w nim odbywa.

Wydaje się, że już czas stawić czoło konkurencji, a przy obecnym trójstopniowym systemie skargowym Warszawa jako miejsce rozstrzygania sporów nie tylko nie będzie konkurencyjna dla tradycyjnych miejsc takich jak Paryż, Sztokholm czy Wiedeń, ale też straci pozycję na rzecz ośrodków z naszego regionu. Byłoby szkoda, bo nasze ustawodawstwo jest już dość zaawansowane w swym proarbitrażowym podejściu i do zmiany pozostaje naprawdę niewiele.