Termin to święta rzecz. Czasami jednak jest tak, iż jego dotrzymanie graniczy z cudem. Na nic zdaje się przekonywanie samego siebie, iż wystarczy tylko się zmobilizować, wykrzesać z siebie wiarę, że się uda. Rzecz bywa szczególnie trudna, jeżeli zobowiązaliśmy się podzielić wytworem naszego intelektu, a ten odmawia posłuszeństwa. Biała kartka, którą chcemy zapisać, staje się (jeżeli założyć, że jest to w ogóle możliwe) jeszcze bielsza. A czas mija. W głowie kołacze się jeden z przepisów prawa autorskiego, który zaczyna brzmieć jak przestroga – twórca jest obowiązany dostarczyć utwór w terminie określonym w umowie, a jeżeli termin nie został oznaczony – niezwłocznie po ukończeniu utworu. Ten drugi wariant byłby bardziej korzystny, sęk jednak w tym, iż termin doręczenia został umówiony. Całe szczęście, iż zamawiający utwór nie może się od nas domagać wcześniejszego niż uzgodnione doręczenia, nie może też odmówić odebrania utworu doręczonego wcześniej. Pocieszenie takie jest jednak mizerne wobec faktu niesprostania terminowi. Szczególne regulacje zawarte w prawie autorskim dają jednak twórcom określone szanse. Zamawiający winien jest wyznaczyć dodatkowy, odpowiedni termin, z zagrożeniem odstąpienia od umowy. Dopiero jeśli termin upłynie bezskutecznie, zamawiający może od umowy odstąpić. Strony powinny zwrócić sobie wszystko, co wcześniej od siebie otrzymały. Pobrana przez twórcę zaliczka powinna trafić do zamawiającego. Rozstania bywają nieprzyjemne, ich przyczyną mogą być także inne zdarzenia niż niedotrzymanie terminu. Kłopotliwą kwestią mogą okazać się usterki w zamówionym utworze. Nie chodzi tu bynajmniej o niepowodzenia twórcze, lecz dostarczenie utworu, który nie spełnia określonych założeń ustalonych przez strony. W tej sytuacji zamawiający winien wyznaczyć twórcy odpowiedni termin do usunięcia, a po jego bezskutecznym upływie może od umowy odstąpić lub żądać odpowiedniego obniżenia wynagrodzenia, chyba że usterki są wynikiem okoliczności, za które twórca nie ponosi odpowiedzialności. W przypadku, gdy zamawiający odstąpi od umowy twórcy przysługuje bezwzględne uprawnienie do zatrzymania części wynagrodzenia, nie wyższej jednak niż 25% wynagrodzenia umownego. Prawo to twórca zachowuje w każdym przypadku. Mechanizm może nie zadziałać, gdy strony umówiły się, iż twórca będzie partycypować we wpływach zamawiającego, na przykład ze sprzedaży książki jego autorstwa. Wobec kwot przyszłych i niepewnych ustalenie wartości wynagrodzenia, do zatrzymania którego uprawniony jest twórca, może być sprawą niemożliwą do wykonania. Dobrym zwyczajem powinno być uregulowanie tych kwestii w umowie. Twórca znajduje się na przegranej pozycji, jeżeli zamawiający wykryje wady prawne (na przykład plagiat, nieuprawnione zapożyczenia), w takiej sytuacji nie ma mowy o dodatkowych terminach, czy też zatrzymaniu części wynagrodzenia. Zamawiający może od umowy odstąpić i zażądać odszkodowania. Odmiennie niż w przypadku usterki, roszczenie to nie wygasa w momencie przyjęcia utworu. Odpowiedzialność za wady prawne ma charakter odpowiedzialności na zasadzie ryzyka i jest niezależna od istnienia winy po stronnie twórcy. Jeżeli jednak stanie się tak, iż pozbawiony usterek czy też wad prawnych utwór zostanie doręczony w terminie i zostanie przyjęty przez zamawiającego, to nasz utwór może zobaczyć „światło dzienne”. Aby tak się jednak stało, warto zobowiązać zamawiającego do rozpowszechniania utworu…