Proste skojarzenie z aktem tworzenia przenosi naszą wyobraźnię do zadymionej sali, w kącie której siedzi twórca pośpiesznie zapisujący serwetki, by nie pozwolić ulecieć pomysłowi na nową powieść, scenariusz, czy melodię. Przyznaję, w dobie laptopów, czy też telefonów komórkowych, w których może zamieszczać notatki, obraz ten może wydawać się nieco przestarzały. Można więc w to miejsce podstawić inny – wyobraźmy sobie letni poranek, twórcę siedzącego na werandzie i skupionego nad aktem tworzenia. Założę się, że taki obraz przemówi do każdego. W zestawieniu z podanymi przykładami, obraz faceta z teczką podążającego do biura, gdzie siedząc za biurkiem spędzi on osiem godzin, oddając się pracy twórczej, nie jest zbyt pociągający. Ręczę, że nie jest to jednak odosobniony przypadek. W wielu zawodach tworzenie jest wpisane w zakres pracowniczych obowiązków. Może to przesądzić o tym, że podstawowa zasada prawa autorskiego, zgodnie z którą prawo autorskie przysługuje twórcy utworu, zostanie przełamana. W stosunkach pracowniczych, pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa autorskie prawa majątkowe do utworu, z chwilą jego przyjęcia. Nabycie następuje w granicach wynikających z celu umowy o pracę oraz zgodnego zamiaru stron. Jest to regulacja do tego stopnia szczególna, że dla skuteczności nabycia nie jest wymagane określenie pól eksploatacji, na których nabyte prawa mogą być wykonywane, jak to ma miejsce w innych umowach, a wynagrodzenie za pracę będzie stanowić jednocześnie wynagrodzenie z tytułu przeniesienia praw autorskich do utworu. Tak się zdarzyć może, ale nie musi. Omawiane regulacje mają charakter dyspozytywny, co oznacza, że strony mogą swoje relacje umowne ułożyć inaczej. Jeżeli wykonywanie obowiązków ze stosunku pracy ma polegać na działalności twórczej pracownika, to od woli stron zależy, do kogo należeć będą autorskie prawa majątkowe. Warto zawalczyć o to przy negocjowaniu warunków umowy o pracę, pominięcie tego zagadnienia spowoduje, że prawa autorskie do utworów stworzonych przez pracownika nabędzie pracodawca. Nabycie to nastąpi z momentem przyjęcia utworów, w granicach wynikających z umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron. Mając na uwadze jeden z przepisów prawa autorskiego, które stanowi o tym, że nieważna jest umowa w części dotyczącej wszystkich utworów lub wszystkich utworów określonego rodzaju tego samego twórcy mających powstać w przyszłości, podnoszone były wątpliwości, w jakiej relacji przepis ten odnosi się do utworów powstających w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunków pracy. Orzecznictwo sądowe, idąc w ślad za stanowiskiem doktryny, uznało za dopuszczalne umieszczanie w umowach o pracę postanowienia przewidującego, iż w trakcie trwania stosunku pracy autorskie prawa majątkowe do wszystkich utworów pracownika lub wszystkich utworów danego rodzaju przechodzą na pracodawcę. Należy jednak podkreślić, że utwory powstałe w związku (czasowym lub miejscowym), czy przy okazji wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, jeżeli obowiązek ich tworzenia nie wpisywał się z zakres obowiązków służbowych, pozostaną utworami, do których prawa majątkowe należą do pracownika. Może więc być i tak, iż przysłowiowy facet z teczką spędzający osiem godzin w biurze, poświęca się kreśleniu projektów architektonicznych, a po godzinach (czy też nawet w ich trakcie, jeżeli ujdzie to uwadze pracodawcy) pisze powieść. Prawa do tej powieści pozostaną przy nim, nawet jeżeli pracodawca wykaże, że niezdyscyplinowany pracownik pisał ją w godzinach pracy, używając narzędzi pracodawcy. Proszę jednak nie traktować tego ostatniego stwierdzenia, jako zachęty do oddawania się w pracy innym zajęciom, niż te, których wykonania oczekuje od nas pracodawca…