fbpx
Tak, jak w przysłowiu każdy żołnierz nosi w plecaku buławę generalską, tak w każdym z nas drzemie potencjał twórczy. Celem zweryfikowania tego stwierdzenia proponuję przeprowadzić test. Po pierwsze i... po ostatnie, należy stworzyć utwór. Z pozoru proste zadanie. Pojawia się jednak pytanie o ocenę efektów naszego wysiłku. Pomocna w tym zakresie będzie Ustawa o prawie autorskim, zgodnie z którą każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia, winien być zakwalifikowany jako utwór w rozumieniu prawa autorskiego. Analizując tę wielce syntetyczną definicję, z ulgą można odetchnąć, iż o statusie utworu nie decyduje ani wartość, ani przeznaczenie, ani też sposób wyrażenia. Oznacza to, iż nasze dzieło nie musi mieć szczególnej wartości artystycznej, nie musimy legitymować się określonym wykształceniem, co więcej – jego powstaniu nie musi wcale towarzyszyć zamiar stworzenia utworu. Nie ma też potrzeby spełniania jakichkolwiek przesłanek formalnych, takich jak rejestracja czy też poczynienie zastrzeżeń. Istotne jest to, aby doszło do ustalenia utworu, tak aby mogły się z nim zapoznać osoby trzecie, choćby to ustalenie nie miało trwałej postaci. Kluczowe jest przy tym, aby proces tworzenia był działaniem w postaci aktu twórczego, w efekcie którego powstanie dzieło o indywidualnym, oryginalnym charakterze. Dzięki naszemu wysiłkowi intelektualnemu świat zewnętrzny powinien zostać wzbogacony o nowy, nieznany wcześniej element. Rozstrzygając o indywidualnym charakterze dzieła, można też posiłkować się naukowym podejściem. Jedną z opcji jest odwołanie się do koncepcji tzw. statystycznej jednorazowości, która zakłada przeprowadzenie badania, które stwierdzi, czy takie samo lub bardzo podobne dzieło powstało już wcześniej oraz czy jest statystycznie prawdopodobne sporządzenie w przyszłości takiego samego dzieła przez inną osobę. Odpowiedź przecząca uzasadnia tezę o istnieniu cechy indywidualności dzieła. Nie jest to chyba jednak ćwiczenie zalecane w porze wakacji, więc proponuję poprzestać na tym, iż stworzone przez nas dzieło powinno różnić się od innych wcześniej powstałych i być niepowtarzalne. Innymi słowy, efektem pracy twórczej jest subiektywnie nowy wytwór intelektu. Może to być ocena czysto intuicyjna, nie można jednak pominąć faktu, iż w przypadku drobnych utworów, takich jak slogany reklamowe, fragmenty muzyczne, czy krótkie frazy tekstowe, podejście to może zawieść. Przekonały się o tym osoby poszukujące rozstrzygnięcia istnienia przesłanek utworu w drodze postępowania sądowego. W jednym z orzeczeń, sąd nie przyznał racji powodowi twierdzącemu, iż fraza „Ciemność. Widzę ciemność. Ciemność widzę” pochodząca z listy dialogowej filmu Seksmisja (nieco zmieniona na potrzeby filmu reklamowego) jest utworem w rozumieniu prawa. Sąd w Krakowie uznał, iż efekt twórczości (np. scenariusz czy wyreżyserowała wypowiedź aktora) zredukowany krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym, nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. W przypadku innego sporu dotyczącego wykorzystania sparafrazowanego fragmentu „Baśka miała fajny biust” pochodzącego z utworu powoda, sąd uznał, iż zdanie wyrwane z kontekstu tego utwór stało się inspiracją dla stworzeni filmu reklamowego i mogło być wykorzystane bez potrzeby uzyskiwania zgody. Na pocieszenie należy dodać, iż większe formy literackie czy też muzyczne, z reguły nie przysparzają trudności w dokonaniu oceny, czy mamy do czynienia z utworem. Problem jest jednak taki, iż niełatwo je stworzyć. Idą jednak wakacje – dla tych, co zostają w domu, w razie braku innych zajęć, polecam przetestowanie swoich twórczych umiejętności.