fbpx

Bądźmy szczerzy – wyobrażenie o karnawale, w którym królują tańce i swawole, nie do końca przystaje do naszej rzeczywistości. Zdarzy nam się pójść na bal choć, jeżeli mamy nieletnie pociechy, z reguły będzie to „huczny” bal organizowany w przedszkolu. Nie oznacza to jednak, że karnawał nie przyczynia się do wzmożenia kontaktów międzyludzkich, szczególnie, jeżeli ma się pomysł do zaproponowania wspólnym znajomym. Wspólne projekty łączą, tak na etapie ich realizacji, jak i prezentowania owoców zbiorowego wysiłku. Z prawdziwym podziwem obserwuję osoby, które kultywują tradycję teatrów amatorskich. Uprzedzam, proszę nie dać się zwieść pojęciu „teatr amatorski”, gdyż pominąwszy fakt, iż nie mamy tu do czynienia z zawodowymi artystami-wykonawcami, efekt ich wysiłków jest godny powszechnie uznawanych scen teatralnych. Znana mi osobiście trupa teatralna co roku przeżywa poważny dylemat. Dylemat ten nie dotyczy włącznie artystycznych wyborów „co wystawić” w kolejnym karnawale, lecz także tego, czy jest to jeszcze wspólna zabawa, czy też już niebezpieczny proceder. Dobrze sobie uzmysłowić, iż pierwszorzędną sprawą jest wybranie tematu do przedstawienia, z reguły opartego na istniejącej sztuce teatralnej czy też powieści specjalnie zaadaptowanej w tym celu. W przypadku, gdy wybór padanie na autora, którego dorobek nadal cieszy się ochroną prawno-autorską (nie minęło siedemdziesiąt lat od jego śmierci) rozterki związane z ewentualnym wkroczeniem w domenę praw autorskich autora stają się poważne. Co prawda, adaptacja istniejącego utworu prowadzi do powstania nowego wytworu myśli ludzkiej, jakim jest opracowanie. Takie opracowanie cieszy się autorsko-prawną ochroną. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy autor utworu pierwotnego wyraził zgodę na jego wykonanie. Jednakże według prawa autorskiego rozporządzanie i korzystanie z opracowania będzie zależało od autora utworu pierwotnego. Oznacza to, iż wystawienie utworu zaadaptowanego będzie wymagało zgody jego autora. Prawu autorskiemu znane są sytuacje, w których zgoda taka nie będzie wymagana. W ramach dozwolonego użytku w olno jest bowiem nieodpłatnie wykonywać publicznie rozpowszechnione utwory. Zezwolenie na takie wykonanie ograniczone jest jednak na potrzeby ceremonii religijnych, imprez szkolnych i akademickich lub oficjalnych uroczystości państwowych, z zastrzeżeniem, że nie może się to łączyć osiąganiem pośrednio lub bezpośrednio korzyści majątkowych i artyści-wykonawcy nie otrzymują wynagrodzenia. Katalog zdarzeń, w trakcie trwania których wolno wykonywać publiczne rozpowszechnione utwory w najmniejszym nawet stopniu nie kojarzy się nam z amatorskim przedstawieniem wystawionym w trakcie imprezy karnawałowej, a oceny tej nie zmieni nawet okoliczność, iż artyści-wykonawcy nie otrzymają wynagrodzenia, czy też to, iż możliwość jego oglądania nie jest uzależniona od zakupu biletu. Jednak jeżeli przedstawienie jest realizowane w kręgu osób pozostających w stosunkach towarzyskich, tak po stronie trupy teatralnej, jak i widowni, to w sukurs przyjdą przepisy o dozwolonym użytku osobistym. Ważne jest jednak aby zachować umiar w ocenie, czy rzecz rzeczywiście rozgrywa się w kręgu towarzyskim. Przewrotnie, w przypadku odniesienie sukcesu, wspólnie realizowany projekt może być dotknięty ryzykiem przekroczenia granic dozwolonego użytku. Który z artystów – zawodowych czy też okazjonalnych – oprze się pokusie zaprezentowania się szerszej publiczności? W tym jednak przypadku umiar jest stanowczo doradzany. Poprzestanie na uznaniu wyrażonemu przez krąg bliskich osób może nie do końca zaspokoi potrzebę sławy, lecz pozwoli na spokojny sen, kiedy ucichną już karnawałowe fajerwerki.