Polska policja długo pracowała na szacunek, zaufanie i poparcie społeczeństwa. Pojawiają się jednak głosy, że ten kapitał może dziś pójść na marne. Co naprawdę myślą Polacy o pracy policjantów w dobie pandemii? I jak w tym wszystkim odnajdują się sami funkcjonariusze?

Krzywe spojrzenia, wymrukiwane pod nosem albo rzucane zza pleców uwagi i komentarze na ulicach, w sklepach, urzędach i komunikacji miejskiej, słowne przepychanki – czasem także nie tylko słowne: na jednym z krążących w sieci nagrań dwie kobiety pobiły się w autobusie. To wszystko za sprawą nowej kości niezgody Polaków: maseczek. Jedni je noszą i uważają, że należy karać za ich brak czy użytkowanie na pół gwizdka, czyli z odsłoniętym nosem bądź opuszczone na brodę, inni sprzeciwiają się, argumentując, że nakaz jest bezprawny. A pośrodku tego sporu są ci, którzy mają nakaz egzekwować. Policjanci.

Twarde prawo, ale prawo? Zanim prawie cały kraj stał się tak zwaną żółtą strefą (co najmniej żółtą), Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało politykę „zero tolerancji” wobec tych, którzy zasłaniać ust i nosa nie chcą. – W dobie eskalacji pandemii nie ma miejsca na egoizm. To wchodzenie w strefę bezpieczeństwa drugiego człowieka – uzasadnił minister Adam Niedzielski na wspólnej konferencji prasowej z komendantem głównym policji. – Pouczenia nie przynoszą żadnego efektu – dodał gen. insp. dr Jarosław Szymczyk. Kilka dni później, kiedy cała Polska była już pokolorowana na żółto lub czerwono, rzecznik prasowy policji przekazał najnowsze dane: ponad 176 tys. pouczeń, 22 tys. mandatów, prawie 7,8 tys. wniosków o ukaranie do sądu. To bilans pracy policji od początku epidemii. I o ile już wcześniej toczyły się zagorzałe dyskusje nad podstawą prawną tych kar, o tyle ponowne wyprowadzenie maseczek na ulice jeszcze bardziej podniosło jej temperaturę.

Rozporządzenie jest podstawą prawną do wystawiania mandatów za niezasłanianie ust i nosa – stwierdził rzecznik MZ. – Obowiązek noszenia maseczek wprowadzany przez rząd nie ma dziś poparcia w przepisach ustawowych. To należy szybko zmienić. Władza ma obowiązek działać na podstawie i w granicach prawa. Nakaz noszenia maseczek i inne ograniczenia muszą wynikać z ustawy – ripostowała w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Eliza Rutynowska, prawniczka Fundacji Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza. – Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP jakiekolwiek ograniczenie praw czy wolności człowieka, a takim jest powszechny obowiązek zasłaniania ust oraz nosa, może być ustanowione tylko w ustawie – przytaknął adwokat Piotr Schramm. (...)

 

Pełna treść artykułu dostępna jest w Rzeczpospolitej z dn. 17.10.2020 r.