Od 1 września 2015 r. z półek sklepików szkolnych mają zniknąć najpopularniejsze wśród uczniów produkty. O ile cel regulacji, m.in. ochrona zdrowia i przeciwdziałanie otyłości, jest słuszny, o tyle mechanizmy przyjęte przez Sejm mogą budzić wątpliwości, w tym natury konstytucyjnej.

Co jest zabronione

Uchwalone przez Sejm przepisy nie precyzują, jakie produkty zostaną dopuszczone do sprzedaży w szkołach i placówkach oświatowych. Ma to zostać uregulowane w rozporządzeniu ministra zdrowia. Określi ono grupy środków spożywczych dopuszczonych do sprzedaży, „uwzględniając normy żywienia dzieci i młodzieży oraz mając na względzie wartości odżywcze i zdrowotne środków spożywczych".

Zastrzeżenia budzi zbyt szeroki zakres upoważnienia do wydania rozporządzenia. Nie tłumaczy ono, które normy żywienia minister powinien wziąć pod uwagę, w jaki sposób ma je „uwzględnić" ani co świadczy o tym, że „miał na względzie" wartości odżywcze i zdrowotne danego produktu. Taka konstrukcja uniemożliwia następczą kontrolę zgodności rozporządzenia z upoważnieniem i może prowadzić do uznania normy kompetencyjnej za niezgodną z art. 92 ust. 1 konstytucji (por. np. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 31 marca 2009 r., sygn. akt K 28/08).

Co ciekawe, poprzednia wersja projektu ustawy (druk sejmowy nr 1127) zamiast rozporządzenia wskazywała wprost maksymalne dopuszczalne ilości składników w produktach (np. syntetycznych substancji słodzących czy soli), co było rozwiązaniem mniej kontrowersyjnym.

Wątpliwa proporcjonalność 

Kolejne zastrzeżenie opiera się na braku adekwatności metod przyjętych dla osiągnięcia założonego przez ustawodawcę celu. Regulacja stanowi formę ograniczenia działalności gospodarczej i podlega ocenie konstytucyjnej z punktu widzenia zasady proporcjonalności (por. np. postanowienie Naczelnego Sądu Administracyjnego z 7 marca 2014 r., sygn. akt II GSK 908/13). Zgodnie z nią spośród dostępnych środków realizacji celu regulacji należy wybrać te najmniej uciążliwe dla dotkniętych ograniczeniami. Dotąd reglamentacja sprzedaży dotyczyła jedynie wyjątkowych grup produktów (alkohol, wyroby tytoniowe, dopalacze) i była prowadzona z przyczyn szczególnych.

Wątpliwości budzi także zastąpienie listy składników zakazanych (przewidzianej w poprzedniej wersji projektu) listą grup produktów dozwolonych. Oznacza to, że dopuszczone do sprzedaży będzie tylko to, co dozwolone, nie zaś wszystko to, co niezakazane. Jeżeli zatem rozporządzenie nie wymieni jakiejś grupy produktów zdrowych, ich sprzedaż w szkołach nie będzie możliwa. Jest to rozwiązanie niekorzystne dla producentów i właścicieli sklepików.

W toku prac nad ustawą podkreślano, że działania rządu powinny zmierzać raczej w stronę promocji wśród dzieci zdrowego stylu życia, nie zaś wprowadzać restrykcje w sprzedaży. W kierunku edukacyjnym idą zresztą inne kraje europejskie. Trzeba pamiętać, że w sklepie znajdującym się kilka metrów od szkoły uczeń nadal kupi wszystkie zakazane produkty, regulacja może więc doprowadzić jedynie do zmiany miejsca zakupu przekąsek. Odpowiedź na pytanie, czy dobrano właściwy środek realizacji celu, może zadecydować o konstytucyjności ustawy.

Władza absolutna dyrekcji 

Kolejnym źródłem wątpliwości jest przyznanie dyrektorom placówek uprawnień do uszczegółowienia listy produktów oferowanych w sklepikach. Sprzeciw budzi to, że szefowie szkół i rady rodziców zyskali prawo arbitralnego wyłączenia uprawnienia przewidzianego rozporządzeniem. W konsekwencji np. producent, którego towar spełnia wymogi określone w akcie wykonawczym, utraci możliwość sprzedaży w konkretnej placówce. Oczywiście dyrektor ma możliwość określania katalogu produktów oferowanych w sklepikach, ale kwestia ta powinna być pozostawiona regulacji cywilnoprawnej - umowom zawieranym przez szkoły z właścicielami sklepików.

Niewykluczone, że powyższe wątpliwości zostaną usunięte w toku dalszych prac legislacyjnych. Za zasadnością ich rozważenia stoi przy tym nie tylko konieczność ochrony pewnych wartości, ale również potencjalne roszczenia producentów i właścicieli sklepików, które mogłyby się pojawić na skutek stwierdzenia niezgodności ustawy z konstytucją.