fbpx

dr Beatą Gessel-Kalinowska vel Kalisz, wspólnikiem zarządzającym w Kancelarii GESSEL, arbitrem Sądu Arbitrażowego przy PKPP Lewiatan, rozmawiała Katarzyna Zamorowska.

Co jest takiego w arbitrażu, że ostatnio pochłania Panią bez reszty?
(…) Uważam, że ma on duże szanse, żeby upowszechnić się w Polsce. Po pierwsze dlatego, że jest doskonałą alternatywą dla naszego, niezbyt wydolnego, systemu sądownictwa powszechnego, a wszystko wskazuje na to, że ten stan niedoskonałości jeszcze trochę potrwa. Na marginesie można zaznaczyć, że rozwiązywanie sporów na drodze arbitrażu byłoby korzystne z punktu widzenia samego wymiaru sprawiedliwości, ponieważ im więcej będzie sporów rozstrzyganych alternatywnymi metodami, tym m niej z nich trafi do sądów powszechnych. Myślę, że za atrakcyjnością arbitrażu przemawia wiele argumentów – przede wszystkim jego jakość. Ponieważ strona sama wybiera arbitra, więc ma pewność, że jej sprawa rozstrzygana będzie przez osobę, co do której ma pełne zaufanie i przekonanie o jej kwalifikacjach. A już to daje poczucie komfortu w stresującej sytuacji sporu.

Po drugie, arbitraż powinien odbywać się w atmosferze konstruktywnego sporu. Arbitrzy powinni dążyć do tego, żeby po zakończonym posiedzeniu strony mogły dalej ze sobą rozmawiać i współpracować, co jest szczególnie ważne w stosunkach gospodarczych. Pamiętajmy, że spory są w pewnym sensie czymś naturalnym, a rzecz jest w tym, żeby po ich rozstrzygnięciu partnerzy mogli dalej prowadzić biznes. Myślę, że w osiągnięciu tego celu pomaga specyficzna atmosfera, w jakiej toczą się posiedzenia arbitrażowe. Choćby to, że odbywają się one nie w zwykłej sali sądowej, a przy stole konferencyjnym: przy kawie, herbacie.

Ponadto, strony mają także wpływ na formułę, według której postępowanie się toczy. Dobry arbiter stara się, żeby wszystkie procedury były ustalane przy udziale stron (np. termin składania zeznań, czas, jaki przewiduje się na wyjaśnienia, ich kolejność etc.). Zresztą to, w jaki sposób ten spór będzie prowadzony, strony mogą zapisać już w samym zapisie na sąd polubowny, co dopuszcza Kodeks postępowania cywilnego.

Oprócz tego, że arbitraż jest przyjazny stronom i cechuje go wysoka jakość, to jest również szybki, co ma niebagatelne znaczenie dla przedsiębiorców. W sądach arbitrażowych wielu krajów przewiduje się możliwość zastosowania przyspieszonego trybu postępowania tzw. fast track arbitration. Także nasz Sąd Arbitrażowy Lewiatana wkrótce wdroży taki tryb postępowania, w którym spory można będzie rozstrzygać w ciągu trzech do sześciu miesięcy.

Mówiła Pani o planach upowszechnienia arbitrażu w Polsce, ale także o tym, że arbitraż nie jest tani. Czy nie wydaje się Pani, że ta ekskluzywność wyklucza jednak powszechność arbitrażu? Bo doświadczenie wskazuje na to, że zazwyczaj dostępność do ekskluzywnych dóbr różnego rodzaju jest ograniczona.
Myślę, że w przypadku arbitrażu jest jednak inaczej, ponieważ arbitraż może być i jest organizowany na różnych poziomach i może dotyczyć różnych obszarów. Proszę zauważyć, że funkcjonują np. sądy polubowne dla konsumentów, które działają nieodpłatnie. Cała idea arbitrażu polega na tym, że ma to być coś na kształt sądu sąsiedzkiego. Po prostu wybieram człowieka, do którego mam zaufanie, że mądrze rozsądzi mój spór. Oznacza to, że sądy polubowne mogą być tworzone zupełnie ad hoc. Nie muszą być wcale tworzone przy izbach gospodarczych, mogą być stosunkowo drogie albo zupełnie nieodpłatne, ale efekt, czyli walor wyroku, będzie taki sam, jak sądu powszechnego (…)

Powiedziała Pani, że „mając świadomość wszystkich zalet arbitrażu, trzeba zrobić wszystko, żeby rozpowszechnić arbitraż jako jedną z alternatywnych metod rozstrzygania sporów”. Przejdźmy więc do konkretów.
Sąd Arbitrażowy przy PKPP Lewiatan uzyskał grant europejski na popularyzację arbitrażu, w ramach którego zostały przewidziane różne inicjatywy, m.in. interaktywna strona internetowa, specjalistyczny kwartalnik arbitrażowy, przewodnik dla biznesu (tzw. „Arbitraż w siedmiu krokach”), spotkania ze związkami branżowymi, przedsiębiorcami i prawnikami pracującymi w działach prawnych firm, którzy sporządzają umowy i kontakty. W ramach tego projektu przewidziane są również działania genderowe, mające na celu zachęcanie kobiet prawników do udziału w arbitrażu, bo w dwóch największych sądach arbitrażowych (Lewiatan i KIG) kobiety arbitrzy stanowią jedynie 20%, a wskazany byłby ich większy udział. W ramach tej inicjatywy będą prowadzone m.in. warsztaty dla kobiet-kandydatek na arbitrów. Pierwsze warsztaty odbędą się już 12 marca br.

Kolejna płaszczyzna – to stworzenie bardziej koherentnego systemu spierania studentów. Praca ze studentami jest o tyle ważna, że jeśli uda się zaszczepić w nich ideę arbitrażu, to jest duża szansa, że ukończywszy uczelnię z tą świadomością, będą ją stosować w swojej praktyce zawodowej. Póki co, sąd wspierał merytorycznie grupę studentów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy brali udział w Konkursie arbitrażowym we Frankfurcie w dziedzinie arbitrażu inwestycyjnego. Teraz wspomagamy grupę studentów, która weźmie udział konkursie w Wiedniu, gdzie odbędą się poważne symulacje międzynarodowych rozpraw arbitrażowych. W ramach tego projektu odbędzie się również międzynarodowa konferencja, która zaplanowana jest na 14-14 maja 2010 r. w Warszawie.

No właśnie, zdaje się, że to organizacja tej konferencji spędza teraz Pani sen z powiek… Jakie są główne założenia i oczekiwania?
Tematyka konferencji obejmuje kwestie rozstrzygania sporów w zakresie transakcji M&A. Dlaczego taki temat? – W trakcie pracy nad swoim doktoratem z tej dziedziny zauważyłam, iż niewiele jest informacji z zakresu praktyki rozstrzygania sporów, gdyż większość przypadków rozstrzygana jest przez sądy arbitrażowe. Nasza konferencja stwarza więc możliwość wymiany poglądów różnych osób, reprezentujących różne jurysdykcje. Konferencja została zaplanowana dla 150 uczestników z całego świata. W panelach wezmą udział znani arbitrzy między innymi ze Szwecji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Austrii, Francji, Szwajcarii, Litwy, Hiszpanii, i oczywiście z Polski. Udało nam się pozyskać do współpracy jeden z najważniejszych sądów arbitrażowych na świecie: ICC w Paryżu oraz American Bar Association, jesteśmy też wspierani przez organizację Arbitral Women, a patronat honorowy nad konferencją objął Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski.

Konferencja jest również okazją do zaprezentowania światowej publiczności naszego rodzimego arbitrażu, a uważam, że w Polsce mamy arbitraż na wysokim poziomie. Z drugiej strony chcemy pokazać wewnątrz kraju, że arbitraż to nie jakieś dziwactwo, ale szanowana i prestiżowa instytucja stosowana na całym świecie.

Mam nadzieję, że będzie to prawdziwe wydarzenie, na które już dziś zapraszam.

A propos konferencji. Uczestniczyła Pani ostatnio w debacie „Czy istnieją granice kompromisu między wartościami a sukcesem zawodowym prawników?”, gdzie wygłosiła Pani przewrotny i bardzo ciekawy wykład: „Czy Temida jest kobietą?” Jakie są Pani konkluzje odnośnie kondycji prawników we współczesnym świecie?
Pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ta konferencja była ciekawa i potrzebna, ale odniosłam wrażenie, że świat pędzi do przodu, a radcowie prawni i adwokaci niekoniecznie nadążają za tym rozwojem w sposobie wypracowywania systemu wartości. Prawnicy pracujący w taki sposób, jak ja pracuję, czyli prowadzący obsługę prawną dal biznesu, nie byli na tej konferencji właściwie widoczni. Dlatego też w kontekście wartości podnoszono problemy raczej z perspektywy sali sądowej, natomiast zabrakło szerszej dyskusji na temat wartości współczesnego prawnika biznesowego.

To jaka jest ta perspektywa prawnika biznesowego, pracującego w dużej kancelarii?
Cóż, nie chodzi przecież o jakieś rewolucyjne kwestie. System wartości ludzie wynoszą najczęściej z domu, w trakcie studiów lub aplikacji można jedynie wskazywać pewne szczegółowe kwestie. Myślę, że teza, rozpowszechniana przez niektórych, iż prawnicy korporacyjni są gorsi (pod względem etycznym) od innych jest nieporozumieniem (…)