Wakacje to zwykle okazja do udania się do miejsc, w których jeszcze nie byliśmy lub do takich, do których uwielbiamy wracać. Na otaczającą rzeczywistość patrzymy świeżym spojrzeniem, fascynuje nas wszystko – przyroda, architektura, ludzie. Rodzi się wówczas przemożna chęć utrwalenia tych chwil. W największym nawet amatorze odzywają się aspiracje profesjonalnego fotografa, który już nie tylko rejestruje oblicza swoich najbliższych, ale staje się kronikarzem wydarzeń. Nie mam tu nawet na myśli spektakularnych zdarzeń, ale te przedziwne momenty, które kreują nastrój chwili – kłócący się kierowcy, przystojny facet na motorze, kobieta poprawiająca makijaż, sprzedawca baloników czy też zakochana para siedząca obok przy stoliku. Rejestrując ich obraz, mamy wrażenie, iż odbieramy im nieco prywatności, ale zwykle nie pytamy ich o zgodę. Warto by jednak o tym pomyśleć, jeżeli nasze ambicje sięgają dalej niż cieszenie się w zaciszu domowym z udanych zdjęć. Może zdarzyć się tak, iż przeglądając je po powrocie z wakacji, dumni z artystycznych efektów będziemy gotowi zaprezentować sportretowane osoby szerszemu kręgowi odbiorców: na jednym z wielu portali internetowych, prywatnym blogu czy też wystawie zorganizowanej w zaprzyjaźnionej kafejce. Nie można jednak zapomnieć, iż prawo do wizerunku jest dobrem osobistym człowieka, na straży którego stoją przepisy kodeksu cywilnego i ustawy o prawie autorskim. Zgodnie z regulacjami zawartymi w prawie autorskim rozpowszechnianie wizerunku wymaga zgody osoby na nim przedstawionej. Zgoda nie jest wymagana, jeżeli rozpowszechniany wizerunek stanowi szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Zabrzmi to może nieco surowo, ale w procesie o ochronę dóbr osobistych, to pozwany ma obowiązek wykazać, iż jego działanie nie było bezprawne. Bezprawność działania wyłącza zgoda uprawnionego, ale jej istnienia ani zakresu nie domniemywa się. Pozwany ma obowiązek wykazać, że uzyskał zgodę uprawnionego na rozpowszechnianie jego wizerunku w oznaczonych warunkach. Może się także zdarzyć, iż zezwolenie na wykorzystanie wizerunku zostanie udzielone w sposób abstrakcyjny, bez wyraźnego wyznaczania ram czasowych czy towarzyszących okoliczności, w takiej sytuacji próba udowodnienia przez uprawnionego, że jego intencje były odmienne, może skończyć się niepowodzeniem. Często zawodowym fotografom, organizującym odpłatne sesje zdjęciowe, zdarzają się sytuacje, w których uprawniony kwestionuje zakres udzielonej zgody. Co prawda na ich korzyść działa przyjęta w prawie autorskim zasada, iż nie jest wymagane zezwolenie uprawnionego, jeśli otrzymał on umówioną zapłatę za pozowanie. Przedmiotem sporu z reguły pozostaje zakres udzielonej zgody, w szczególności dotyczy to sytuacji, w których zdjęcie danej osoby wykorzystywane jest na potrzeby kampanii reklamowych. Spór może także iść dalej. Zgodnie z jednym z orzeczeń sądowych, przyjęcie umówionej zapłaty za pozowanie przez modelkę oraz domniemanie zezwolenia na rozpowszechnianie chroni osobę wykorzystującą wizerunek tylko wtedy, gdy poszkodowany powołuje się na naruszenie jego prawa do wizerunku. Sąd stwierdził jednakże, iż w przypadku powoływania się przez osobę poszkodowaną na naruszenie jej prawa do czci i prywatności, zapłata za pozowanie nie jest wystarczającą dla wyłączenia bezprawności działania naruszającego dobra osobiste. Pozwany musi wykazać dysponowanie odpowiednim zezwoleniem poszkodowanego. Ta ostatnia zasada odnosi się także do rozpowszechniania wizerunków wkomponowanych w większą całość, lecz utrwalonych w warunkach naruszenia prawa do prywatności. Ostrożnie więc z rozpowszechnianiem przypadkowych zdjęć z wakacji, w szczególności takich, na których uchwycone zostały szczególne chwile...
 01