fbpx

Pytanie elektryzuje i bulwersuje. Czy właściwe jest podejście stricte formalne, czyli „co nie zakazane, to dozwolone", czy należy szukać znaczenia, charakteru, interpretować „ducha prawa". Prawnicy są wyjątkowo zgodni co do jednego - zakaz powołania prezydenta miasta, odwołanego w drodze referendum, na komisarza nie został uregulowany, nie wynika wprost z przepisów prawa.

Konstytucja RP stanowi w art. 170, że „Członkowie wspólnoty samorządowej mogą decydować, w drodze referendum, (...) o odwołaniu pochodzącego z wyborów bezpośrednich organu samorządu terytorialnego". Artykuł 67 ustawy o referendum lokalnym stanowi z kolei, iż: (1) ogłoszenie wyników referendum, rozstrzygających o odwołaniu organu przed upływem kadencji - oznacza zakończenie jego działalności i (2) w takiej sytuacji premier wyznacza osobę, która czasowo pełni funkcje organu, nie wskazując, kto może ani też kto nie może pełnić ww. funkcji.

Przeciwko możliwości powołania odwołanego na stanowisko komisarza przemawia nie tylko część autorytetów prawa, lecz także podnoszone przez nie argumenty „ducha prawa", idei samorządności. W mojej ocenie systemu prawa winniśmy używać ściśle, traktować formalnie zwłaszcza tam, gdzie ustawodawca, mając taką możliwość (czym często się posługuje, tworząc inne normy), nie wskazuje ani nie zakazuje.

Jeśli zdecydujemy się odejść w stronę „ducha prawa" czy samorządowych idei - zgodzić się będzie trzeba choćby kolejno, że również żaden z bliskich współpracowników odwołanego prezydenta funkcji komisarza pełnić nie może, ponieważ wypełniał on Unię swojego pryncypała, który przecież sam linii, za którą został odwołany, nie prowadził. To byłby dopiero początek kręgu osób wykluczonych, ale wykluczonych przez duchy i idee, nie przez przepisy prawa. A przecież „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa" (art. 7 konstytucji).