fbpx

Wiele osób twierdzi, że umiejętność pisania listów zanika. Mam jednak inne zdanie. Pisanie listów nadal jest sztuką. Daje poczucie szczególnej bliskości z osobą, do której adresowane są nasze słowa. Pozwala przelać na papier myśli, które nie zawsze byłyby wyrażone w bezpośredniej rozmowie, podzielić się spostrzeżeniami wynikającymi z głębszych przemyśleń. Ciekawe są losy listów. Z momentem zaklejenia koperty i wrzucenia do skrzynki, co do zasady autor listu przestaje być jego dysponentem. Rozpowszechnianie korespondencji staje się prawem osoby, do której została ona skierowana. Po jej śmierci, w okresie dwudziestu lat, rozpowszechnianie korespondencji wymaga zgody małżonka, w przypadku jego braku kolejno zstępnych, rodziców lub rodzeństwa, chyba że adresat listów wyraził inną wolę. Ani nadawca, ani jego spadkobiercy nie mogą się sprzeciwić rozpowszechnianiu listów. Ich zgoda także nie zastąpi zgody adresata na takie działania. W sytuacjach wyjątkowych, gdy rozpowszechnianie listów może zagrażać naruszeniem dóbr osobistych – prawa do czci, czy też kult pamięci osoby zmarłej możliwe jest sprzeciwienie się takim działaniom w drodze powództwa o ochronę dóbr osobistych. Nie każdy zdaje sobie też sprawę, iż autor listu, bez zgody adresata, nie może rozpowszechniać jego treści. Zawartość listu może stanowić jednak utwór w rozumieniu prawa autorskiego, jeżeli można mu przypisać indywidualny charakter i odpowiedni poziom „nasycenia” twórczością. W takim wypadku uprawnienia autora listu ulegają znacznemu wzmocnieniu, bowiem rozpowszechnienie nieodłącznie wiąże się z pierwszym udostępnieniem utworu publiczności, a prawo to przynależy do katalogu autorskich praw osobistych. Pierwsze udostępnienie listu publiczności bez zgody autora prowadzić będzie do naruszenia autorskich praw osobistych, co da podstawę do wystąpienia z roszczeniami określonymi w art. 78 prawa autorskiego. Powstaje też pytanie o to, do kogo należą autorskie prawa majątkowe do utworu stanowiącego korespondencję i jakie uprawnienia powstają po stronie adresata listu. Mając na uwadze jedną z podstawowych zasad prawa autorskiego, w świetle której przeniesienie autorskich praw majątkowych do utworu (czy też udzielenie licencji wyłącznej) wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności, nie ma podstaw, by przyznać to prawo adresatowi korespondencji. Teza ta stawia pod znakiem zapytania legalność działań adresata listu w zakresie dysponowania korespondencją skierowaną do niego, a mającą walor utworu, jej publikacją, czy też sprzedażą, co się zdarzą, w szczególności, po śmierci autora. Oznacza to, iż dysponowanie korespondencją przez adresata może prowadzić do naruszenia autorskich praw majątkowych autora lub jego spadkobierców. Krąg osób uprawnionych może sprzeciwić się takim działaniom w oparciu o art. 79 prawa autorskiego. Paradoksalnie, osoby te nie będą mogły samodzielnie rozpowszechnić tej korespondencji, gdyż sprzeciwiać się temu będzie art. 82 prawa autorskiego, zgodnie z którym do rozpowszechniania konieczna jest zgoda. Sprawy więc mają się, jak w przysłowiowym „paragrafie dwadzieścia dwa”. Warto jednak powyższe rozważania wziąć pod uwagę, nim zaczniemy przeglądać domowe archiwa w poszukiwaniu wartych opublikowania „perełek” sztuki epistolarnej czy też kolejny raz wyślemy list, z treścią którego nie będziemy się identyfikować za parę lat.