fbpx

Magdalena Sobczak rozmawiała z dr Januszem Fiszerem

„Rodzina 500 plus" to najlepszy koncept ostatnich miesięcy. Niestety są też i gorsze, np. wypowiedzenie bilateralnych umów o wzajemnej ochronie i popieraniu inwestycji czy połączenie krajowej karty płatniczej z kartą ubezpieczenia zdrowotnego

W ostatnim okresie pojawia się wiele nowych pomysłów i koncepcji, pośrednio lub bezpośrednio dotyczących podatków. Jak je pan ocenia?


Podatek bankowy jest już faktem, a niedługo pojawi się też podatek sprzedażowy - można mieć nadzieję, że w wersji złagodzonej w stosunku do dziwacznego projektu wyjściowego przewidującego zróżnicowanie stawek w zależności od dnia sprzedaży i silną progresję, typową raczej dla podatków dochodowych od osób fizycznych, a nie dla podatków obrotowych. Zdziwienie może budzić koncepcja wprowadzania nowych podatków obok już istniejących, a nie po prostu niewielkie podniesienie stawek podatków już obowiązujących - CIT i VAT. Byłoby chyba znacznie prościej i łatwiej - zarówno dla podatników, jak i dla organów skarbowych. Ponieważ jednak decyzja o wprowadzeniu tych podatków już zapadła, niewiele więcej można zrobić, szczególnie że potrzeby dochodowe budżetu znacznie wzrosły, m.in. w wyniku szybkiego wdrożenia programu „Rodzina 500 plus". Ten prode-mograficzny program to najlepszy pomysł ostatnich miesięcy. Słusznie też świadczenia z tego tytułu zostały zwolnione od opodatkowania PIT - brak takiego zwolnienia byłby bowiem klasycznym przekładaniem przez rząd środków z lewej kieszeni do prawej, dużą łyżką budżetowego dziegciu w beczce miodu. Jest jednak obawa o źródła finansowania tego programu w kolejnych latach...

Jednak obok pomysłów dobrych lub nieco mniej dobrych w pana ocenie, czy zgłoszono jakieś pomysły nietrafione?


Tak. W lutym br. resort finansów rozważał jednoinstancyjne postępowanie podatkowe. Taka koncepcja pojawiła się w projekcie ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. W takiej sytuacji na decyzję organu pierwszej instancji (np. naczelnika urzędu skarbowego) przysługiwałaby od razu skarga do sądu administracyjnego - bez uprzedniego odwołania do organu drugiej instancji. Realizacja tej koncepcji znacznie pogorszyłaby pozycję i podmiotowe prawa podatnika - spowodowałaby ograniczenie możliwości faktycznej obrony przed błędnymi decyzjami organów skarbowych i dosłowne zalanie sądów administracyjnych sprawami dotąd rozpatrywanymi w drugiej instancji, na poziomie dyrektorów izb skarbowych lub izb celnych. Postępowanie trwałoby więc per saldo dłużej, a negatywne postrzeganie efektywności sądów administracyjnych i nadmiernie długich terminów rozpoznawania przez nie spraw podatkowych jeszcze uległoby dalszemu pogłębieniu. Warto w tym kontekście zauważyć, że kardynalną zasadą nowoczesnego prawa administracyjnego jest dwuinstancyjność postępowania, a w odniesieniu do sądownictwa również dwuinstancyjność sądów wprowadzona do polskiego ustroju sądownictwa administracyjnego 1 stycznia 2004 r. Tutaj mała dobra wiadomość - na szczęście na początku maja br. resort finansów wycofał się z tego pomysłu.

A czy z jakiegoś pomysłu się nie wycofał?


Niestety jak na razie brak małej dobrej wiadomości, że resort Skarbu Państwa wycofał się z pomysłu wypowiedzenia bilateralnych umów o wzajemnej ochronie i popieraniu inwestycji, czyli BIT. Resort zapowiedział takie zmiany pod koniec lutego br. Uzasadnieniem takich działań ma być to, że toczące się postępowania stanowią zagrożenie dla interesów Skarbu Państwa. Obecnie toczy się bowiem 11 postępowań tego rodzaju, w których wartość przedmiotu sporu wynosi ponad 4,1 mld zł. Mało tego, w ocenie resortu Skarbu Państwa „konieczne jest nie tylko wypowiedzenie tych umów, ale też jak najszybsze doprowadzenie do utraty przez nie mocy prawnej, tzn. skrócenie okresu przejściowego, w jakim te umowy po wypowiedzeniu będą dalej obowiązywać". Trzeba przypomnieć, że umowy BIT - wraz z bilateralnymi umowami o unikaniu podwójnego opodatkowania - stanowią absolutnie niezbędną podstawę prawną rozwoju dwustronnych stosunków gospodarczych. Trudno sobie wyobrazić, szczególnie w obecnej atmosferze wokół systemu sądownictwa w Polsce w ogóle, aby zagraniczni inwestorzy nagle zaczęli postrzegać polskie sądy powszechne jako najlepsze i najbardziej obiektywne i niezależne forum rozstrzygania sporów inwestycyjnych. Ponadto warto wskazać, że umowy BIT są umowami dwustronnymi (!), a więc identyczne uprawnienia do wniesienia skargi do międzynarodowego sądu arbitrażowego, które przysługują zagranicznym inwestorom wobec państwa polskiego, przysługują również polskim inwestorom wobec państw obcych. Tym samym wypowiedzenie umów BIT pozbawiłoby polskich inwestorów, coraz częściej wchodzących na rynki zagraniczne, istotnej ochrony traktatowej.

Wymienił pan dwa pomysły. Czy to już wszystko?


Jest jeszcze trzeci pomysł. To koncepcja resortu zdrowia dotycząca połączenia krajowej karty płatniczej z kartą ubezpieczenia zdrowotnego, czyli KUZ. O ile KUZ to bardzo dobra koncepcja ułatwiająca funkcjonowanie placówek ochrony zdrowia i kontakty z tymi placówkami pacjentom, o tyle połączenie karty płatniczej z kartą KUZ jest pomysłem - mówiąc oględnie - niecodziennym. Taki mariaż dwóch odmiennych systemów informacji może bowiem grozić niekontrolowanym przepływem najbardziej poufnych danych finansowych i osobistych dotyczących stanu zdrowia danej osoby pomiędzy różnymi podmiotami z różnych, zupełnie odmiennych dziedzin życia, czego na pewno nikt z zainteresowanych z oczywistych powodów sobie nie życzyłby. A ponadto dość trudno sobie wyobrazić posługiwanie się kartą płatniczą przez osoby w bardzo zaawansowanym wieku, które zwykle nie posiadają rachunku bankowego ani tym bardziej karty płatniczej, oraz będące w tej samej „bezbanko-wej" sytuacji dzieci i niemowlaki, a są to grupy najczęściej korzystające z usług placówek ochrony zdrowia. Jak mówił główny bohater filmu „Miś" Ryszard Ochódzki - „nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych": karta płatnicza to sprawa bankowa, a karta ubezpieczenia zdrowotnego to sprawa zdrowia. I niech tak zostanie.

Co jeszcze zwróciło pana uwagę w ostatnim okresie?


Media doniosły o koncepcji rozważanej w kancelarii premiera co do obliczania kwoty wolnej od podatku na każdą osobę w rodzinie podatnika, czyli pewne odwzorowanie systemu francuskiego, gdzie dochód do opodatkowania jest - w dużym uproszczeniu - liczony na członka rodziny. Byłaby to swoista rewolucja w podejściu do modelu opodatkowania dochodów osób fizycznych. Niewątpliwie spowodowałaby ona pewne obniżenie obciążeń podatkowych polskich rodzin i mogłaby być swego rodzaju dodatkowym bodźcem prodemograficznym. Jednak - podobnie jak w przypadku pozostałych obietnic socjalnych - barierą uniemożliwiającą wprowadzenie w życie tego pomysłu może być sytuacja budżetowa, i tak już wystarczająco napięta w związku z programem 500+. Osobiście jestem zwolennikiem rozdzielenia kwestii polityki społecznej, w tym kwestii demograficznych, od spraw podatkowych. Te ostatnie, jak wiadomo, dotyczą jedynie podatników PIT, pozostawiając poza zakresem regulacji te wszystkie rodziny, gdzie nie ma podatku PIT, np. rolników lub osoby niepracujące, np. studentów. Tak więc w tej koncepcji są, cytując klasyka - „plusy dodatnie", ale również „plusy ujemne".