Sytuacja z kopalnią i elektrownią w Turowie w ciągu kilku dni zmienia się jak w rollercosterze. Ze sporu dyplomatyczno-społecznego przemieniła się w spór prawny a następnie w ciągu trzech dni powróciła do etapu negocjacji aby w ciągu dalszych kilku godzin powrócić do swej sądowej odsłony.

Postanowienie zabezpieczające TSUE zostało uzasadnione w oparciu o trzy przesłanki i trudno się z nim nie zgodzić. Strona czeska wykazała, że decyzje polskiej administracji w sprawie koncesji na kontynuację działania kopalni i jej rozbudowy było sprzeczne z prawem. Podstawą sporu jest dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie oceny skutków wywieranych przez niektóre przedsięwzięcia publiczne i prywatne na środowisko (OOŚ) oraz brak przeprowadzenia takiej oceny, co jest standardem unijnym i światowym, przed udzieleniem koncesji na kontynuację wydobycia węgla z odkrywki Turów. Fakt naruszenia prawa był, jak się wydaje, bezsporny.

Kolejną przesłanką było uprawdopodobnienie, że dalsze wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim (przesłanka pilności).

Trzecią przesłanką, na której oparto orzeczenie , była kwestia zrównoważenia interesów. W tym zakresie sąd sformułował tezę, iż podnoszona przez Polskę szkoda wynikająca z niemożności realizacji ważnych projektów w dziedzinie energetycznej nie może przeważać nad względami związanymi ze środowiskiem naturalnym i zdrowiem ludzkim. Szkoda społeczno-gospodarcza związana z likwidacją miejsc pracy pracowników kopalni i elektrowni Turów stanowi w istocie szkodę o charakterze majątkowym, która nie może co do zasady zostać uznana za nieodwracalną, ponieważ odszkodowanie pieniężne może przywrócić poszkodowanemu sytuację sprzed wystąpienia tej szkody.

Ta sprawa wywołuje kilka refleksji natury prawnej i okołoprawnej. Po pierwsze, na uwagę zasługuje ten fragment uzasadnienia, w którym sąd waży kwestie środowiska i zdrowia ludzkiego z jednej strony, i ważnych interesów gospodarczych oraz zatrudnienia z drugiej. Sąd uznał wyższość tych pierwszych, ze względu na nieodwracalność szkód, jakie mogą zostać wyrządzone środowisku naturalnemu. Inne szkody o charakterze majątkowym mogą zostać zrekompensowane finansowo. Temu zresztą, należy dodać, ma służyć Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji

Po drugie, wydaje się że strona polska nie do końca traktowała ten spór jako spór prawny. Nie na wiele się przydadzą takie narzędzia jak kampania bilbordowa w Czechach, gdzie mała dziewczynka apeluje o niezabieranie pracy jej rodzicom, obrażanie sędzi Silva de Lapuerta przez prominentnych polskich prawników. Podobnie nie jest argumentem w sporze blokowanie dróg łączących nas z Czechami i Niemcami przez związki zawodowe.

Nieistotnym argumentem w tym sporze wydaje się być odwołanie, że Czesi i Niemcy też eksploatują kopalnie węgla brunatnego. Obydwa Państwa bowiem już zaplanowały zamknięcie swoich kopalń do 2038 roku, a ostatnio jeszcze ponoć skróciły ten termin o 3 lata. W podobnym duchu wypowiedział się m.in. niderlandzki Sąd Najwyższy w sporze rządu z fundacją Urgenda, który to sąd zobowiązując rząd do bardziej ambitnych celów klimatycznych za nieistotny uznał argument, „że inne państwa też trują”. Jest to słuszny kierunek. W przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia wyłącznie z globalnym obowiązkiem wszystkich państw, który nie mógłby być w jakikolwiek sposób egzekwowany.

Najważniejszym argumentem strony polskiej w mojej ocenie mogło być wykazanie braku możliwości technologicznej ponownego uruchomienia elektrowni, ale w uzasadnieniu czytamy, że nie zostały przedstawione dowody na tę okoliczność.

Podsumowując, należy wskazać, że omawiane rozstrzygnięcie było zaskakujące, i to nie tylko dla stron ale też dla samych ekologów. Niewątpliwie TSUE trafnie uznało w tym zakresie sprawczość państwa jako takiego w zakresie kształtowania i realizacji polityki środowiskowej.

Można było oczekiwać, że ta sprawa pobudzi związki zawodowe i władze lokalne do działania perspektywicznego w celu przygotowania optymalnego scenariusza transformacji, za pieniądze unijne, uwzgledniającego interesy energetyczne kraju, prawa mieszkańców do klimatu, przeorientowanie zawodowe pracowników kopalni i elektrowni. W świetle ostatnich informacji wydaje się, że sprawa zakończy się zapłatą odszkodowań dla strony czeskiej bez szerszej refleksji. Niech jednak środowiska lokalne mają świadomość, że uciekają im fundusze na sprawiedliwą i zaplanowaną transformację.

Dr hab. Beata Gessel-Klinowska vel Kalisz
senior partner, Kancelaria GESSEL