fbpx

Rodzice przeciwni poddawaniu ich dzieci reżimowi sanitarnemu muszą się liczyć z sankcjami. Podobnie szkoły i same dzieci.

1 września 4,5 mln uczniów w całym kraju rozpoczęło naukę w szkołach w reżimie sanitarnym. A to oznacza: mierzenie temperatury przy wejściu, częstą dezynfekcję rąk, obowiązkowe maseczki w miejscach wspólnych, w których nie ma mowy o zapewnieniu bezpiecznego odstępu. Tymczasem wielu rodziców jest przeciwnych poddawaniu ich dzieci reżimowi sanitarnemu. Część z nich wysłała do szkół oświadczenie, że nie życzą sobie, by dzieciom mierzono temperaturę, dezynfekowano ręce i kazano nosić maseczki.

Gdy chore zarazi

– Na szkole i rodzicach ciąży wspólna odpowiedzialność edukacyjna – mówi Marek Posobkiewicz, główny inspektor sanitarny. Akcja rodziców, jego zdaniem, świadczy o poziomie ich wiedzy.

Prawnicy pytani o to, jak wygląda odpowiedzialność za dziecko w szkole, które za nic ma reżim sanitarny, mówią: – Jest szeroka: od administracyjnej poprzez cywilną, a niekiedy nawet karną. Dodają jednak, że nie jest to sprawa jednoznaczna. (...)

Część dyrektorów wpisała do wydanych przez siebie zarządzeń obowiązek zakrywania ust i nosa, mimo że cały czas obowiązuje § 24 rozporządzenia z 7 sierpnia 2020 r., który nakłada obowiązek zakrywania ust i nosa w przestrzeni zamkniętej. Jeśli ktoś chciałby podważać obowiązek wpisany w zarządzeniu, ma na to szansę. Ale z rozporządzeniem Rady Ministrów trudno już dyskutować.

Prawnicy podkreślają, że gdyby doszło do pozwu cywilnego za to, że szkoła nie zapewniła bezpiecznych warunków, w jej imieniu odpowiedzialność poniesie dyrektor. Za konkretne przypadki także rodzice, np. za to, że nie przypilnowali dzieci. (...)

Kilka reżimów

– Kara taka może być nałożona na każdą osobę, w tym na niepełnoletnią – twierdzi adwokat. Zastrzega jednak, że elementem orzekania o karze jest ustalenie obiektywnej przesłanki – winy sprawcy. W stosunku do osób, którym nie można przypisać winy, orzeczenie kary jest wyłączone. A to może wyłączyć możliwość ukarania np. ucznia, który w szkole nie nosi maseczki.

Adwokat Piotr Schramm z kolei zwraca uwagę, że w grę wchodzą dwa reżimy odpowiedzialności za działania i zachowania dziecka w szkole.

– Paradoksalnie możliwa jest odpowiedzialność administracyjna dziecka, tj. nałożenie na nie administracyjnej, przewidzianej przez obowiązujące przepisy kary pieniężnej za nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych – potwierdza.

Drugą podstawą odpowiedzialności jest ustawa z 1982 r. o postępowaniu w sprawach nieletnich.

– Tu dziecko może odpowiadać np. za celowe zakażanie innych lub celowe sprowadzenie takiego niebezpieczeństwa. Co ważne, na podstawie tej ustawy dziecko odpowiadać może także za tzw. demoralizację, czyli np. nakłanianie kolegów w klasie do łamania zasad lub nałożonych restrykcji (sprawy takie rozpatrują sądy rodzinne). Dodatkowo, zdaniem adwokata, rodzice odpowiadają za szkodę majątkową wyrządzoną przez dziecko, np. gdyby zniszczyło innemu dziecku maseczkę, zabrało środki dezynfekujące lub np. celowo zaraziło, czego skutkiem może być konieczność ponoszenia określonych kosztów przez rodziców zakażonego dziecka lub ponoszenia strat (brak możliwości wykonywania pracy przez rodziców).

– Mamy jeszcze odpowiedzialność szkoły za brak nadzoru nad bezpieczeństwem uczniów, brak właściwych procedur lub brak staranności w ich przestrzeganiu. W takiej sytuacji mamy odpowiedzialność cywilną szkoły (organu ją prowadzącego) o charakterze majątkowej odpowiedzialności za szkodę, która może być w określonym zakresie dodatkowo rozkładana na opiekunów lub nauczycieli będących na tzw. pierwszej linii – mówi.

 

Pełna treść artykułu dostępna jest w Rzeczpospolitej z dn. 3.09.2020 roku (oraz na portalu rp.pl).